piątek, 27 grudnia 2013

Miedza


Andrzej Muszyński
Wydawnictwo Czarne, 2013

Miedza – wąski pas niezaoranej ziemi przebiegający pomiędzy* dwoma polami uprawnymi. Raj dla zwierzyny, która uwielbia wić sobie gniazdka na tym dzikim obszarze ‘ziemi niczyjej’, przekleństwo dla rolników, dla których stanowi ona odwieczny przedmiot sporów. Słowo jednoznacznie kojarzące się z czymś swojskim, wiejskim, ale też i nieco przestarzałym. W życiu codziennym stara ‘miedza’ została już dawno wyparta przez bardziej ogólną i mniej jednoznacznie brzmiącą ‘granicę’ i powoli zaczęła dołączać do grona wyrazów, które pewnego dnia ktoś wrzuci do worka archaizmów.

Miedza - Muszyński AndrzejNic dziwnego, że Andrzej Muszyński zdecydował się właśnie tak zatytułować swój najnowszy zbiór opowiadań. Razem ze swojską miedzą w zapomnienie odchodzi swojski charakter wsi. Zaledwie w ciągu ostatnich dziesięciu lat krajobraz polskiej prowincji uległ poważnym zmianom, co oczywiście doskonale zauważył autor, który sam pochodzi ze wsi. Nie mógł umknąć jego uwadze fakt, że zmienił się nie tylko wygląd jego rodzinnej wsi, ale głębokie zmiany dotknęły również i całą społeczność wiejską.

Jaka jest wieś opisana przez Muszyńskiego? Jest to obszar cichy, wymarły, niemal jak ten uchwycony na zdjęciach dzisiejszego Czarnobyla. Najlepiej ten niebyt odzwierciedla opowiadanie „Kundel. Dziennik czwartoligowca”. Ludzie pozamykani w domach, zajęci swoimi sprawami. Boisko puste, bramki przeżarte rdzą, podobnie jak od dawna nie używana ‘scena dla kapel’. Dzieci nadal grają w piłkę, ale od tej kopanej własną nogą wolą tą wirtualną.  Zamiast bawić się pod chmurką czy w sali OSP, młodzi wolą pojechać na duże i głośne ‘protektory’. Coś, co niegdyś tętniło życiem, zaczyna przypominać osiedle podmiejskie – wysokie płoty, pozamykane na cztery spusty bramy, sąsiad nie zna sąsiada. Coś w tym jest, ponieważ część z obecnych mieszkańców wsi ma niewiele wspólnego z autochtonami. To przybysze z miasta, którzy, jak zauważa autor w drugiej części opowiadania „Gemeinschaft”, wolą robić zakupy w Almie, niż zaopatrywać się u mieszkającego nieopodal gospodarza. Małe gospodarstwa upadają, miejscowi wyruszają na zarobek do Anglii zostawiając po sobie opustoszałe domostwa. Niewiele brakuje, a zaczną się na naszej polskiej ziemi pojawiać porzucone przez mieszkańców ‘wioski widma’.  

A jacy są mieszkańcy wsi, ci, którzy zdecydowali się zostać, ponieważ ich wieś zamiast upadać zaczęła się rozwijać? Ciekawy i niemalże modelowy egzemplarz stanowi narrator opowieści o Biołym. Choć wydaje się, że to właśnie historia tytułowego Biołego, legendarnego pustelnika, jest tematem tej opowieści (nawiązując do wymierającej już tradycji opowiadania legend i podań), to jednak szybko okazuje się, że zaprezentowanie legendy jest tylko pretekstem do obserwacji opowiadającego ją mieszkańca, idealnego połączenia tradycji i nowoczesności. Narrator posługuje się gwarą. Przynajmniej od czasu do czasu. Wywołuje zdjęcia i je skanuje. Korzysta z GPS-a, ale w pogotowiu ma również i mapę. Ot takie pomieszanie z poplątaniem mieszkańca pewnej miastowsi – jedną nogą jeszcze w gumiaku, drugą już w eleganckim lakierku.



Oczywiście są też osoby broniące tradycyjnej wsi. Ot chociażby bohater „Ławki” zawzięcie broni tytułowego przedmiotu, który ma lada moment zostać usunięty sprzed jego domu, ponieważ stoi na drodze zalewowi kostki brukowej. Wbrew pozorom ławka nie pojawia się tutaj zupełnie przypadkowo. Jeszcze 15 lat temu jadąc przez wieś, można było natknąć się na stojące przed niemal każdym domem ławeczki a na nich siedzących domowników obserwujących okolicę i czekających na sąsiada, z którym będzie można pogadać (a przy okazji i coś wypić). Czasy się jednak zmieniły i ludzie z ławek przenieśli się na miękkie kanapy i zamiast podglądać mieszkających naprzeciwko sąsiadów, zaczęli śledzić losy fikcyjnych bohaterów kolejnej telenoweli. Ławki znikły, na poboczach pojawił się chodnik, drogę pokrył asfalt po którym suną ogromne tiry. I o ile brak komunikacji przywodzi nam na myśl wielkie miasta, to wbrew powszechnym przekonaniom wieś również zaczyna powoli cierpieć na tego typu przypadłość.

Miedza to fikcja oparta na faktach. Chociaż w pierwotnym zamierzeniu miała być reportażem, to autor zdecydował  się jednak ostatecznie wybrać formę opowiadania. Dzięki temu mógł pokazać swoje możliwości warsztatowe, pobawić się językiem próbując oddać brzmienie miejscowej gwary. W niektórych momentach jego styl wzbija się naprawdę wysoko, pozostawiając za sobą suchość przekazu reportażu. Niech za przykład posłuży tutaj opowiadanie Trawy, trawy, zimne gruszki które zostało docenione na Międzynarodowym Festiwalu Opowiadań we Wrocławiu w 2012 roku.

Zbiór opowiadań Muszyńskiego to pewnego rodzaju ewenement, po który należy koniecznie sięgnąć. Jako jeden z nielicznych podjął on próbę opisania wsi XXI wieku, coś, czego żaden inny pisarz nie chciał robić. Bo jak opisać tą współczesną prowincję, która jest w fazie przepoczwarzania? Lepiej poczekać, aż rozwinie on skrzydła i zaskoczy swoją nową formą, lub powspominać czasy, kiedy pełzała wśród pięknych okoliczności przyrody. Tymczasem autor próbuje zbadać miastowieś, ten stan ‘pomiędzy’. I całkiem dobrze mu to wyszło.

*ciekawostka etymologiczna - słowo pomiędzy wywodzi się właśnie od słowa miedza
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...