wtorek, 8 października 2013

Cud


Ignacy Karpowicz
Wydawnictwo Literackie, 2013

Cud - Karpowicz IgnacyIgnacy Karpowicz niemało namieszał w tym roku w polskim świecie literackim. Jego ości pojawiały się na najlepszych miejscach w księgarniach a on sam gościł w licznych audycjach radiowych* opowiadając o swojej najnowszej prozie. Dziennikarze zasypywali go komplementami, czytelnicy również wychwalali pod niebiosa. Nic więc dziwnego, że Wydawnictwo Literackie zdecydowało się na ponowne wydanie wcześniejszych książek Karpowicza - w końcu trzeba kłuć żelazo, póki gorące. Ja niedawno stałam się właścicielką  Cudu. Zabrałam się do tej lektury z pewną obawą – nigdy wcześniej nie czytałam Karpowicza, nie ufam też takim zbiorowym zachwytom. Po przemknięciu przez kilka pierwszych stron byłam już gotowa dołączyć do tłumu piewców znakomitości tego autora.

Cud to historia, która zaskakuje już od samego początku. Jej głównym bohaterem jest trup, który w zagadkowy sposób nie ulega procesom gnilnym. Mikołaj, bo tak ma na imię nasz denat, nie stygnie, wciąż zachowuje swój niepowtarzalny urok, któremu ulega odwożąca go do kostnicy Anna, atrakcyjna pani neurolog. Uczucie jest tak silne, że dziewczyna szybko wczuwa się w rolę jego dziewczyny, przenosi się do jego mieszkania, kontaktuje się z jego rodziną. Jak można łatwo się domyślić, nic dobrego z tego nie wyniknie, zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę pozostałych bohaterów, których losy w dziwny sposób się ze sobą splatają, tworząc wiele sytuacji wypełnionych po brzegi absurdem.

Karpowicz nie pozwala czytelnikowi ani na chwilę nudy. Tempo akcji jest tutaj raczej szybkie, dzieje się dużo. Wydarzenia oczywiście są lekko oderwane od rzeczywistości (czego najlepszym przykładem jest sam tytułowy Cud), ciężko dopatrywać się logiki w postępowaniu bohaterów. Wszystko w tej książce dzieje się wyjątkowo spontanicznie i nierzadko nieco zaskakująco. Autor oczywiście nie ogranicza się jedynie do opowiadania lekkiej i ciekawej historii, w Cudzie co rusz natykamy się o smaczki w postaci przerysowania pewnych cech i zjawisk powszechnych wśród współczesnego społeczeństwa, jak chociażby  rola mediów. W końcu taki cud to nie lada gratka dla wszelkich brukowców, które coraz częściej urastają do rangi świętego pisma dla niejednego emeryta.

W Cudzie nie tylko fabuła stoi na naprawdę dobrym poziomie, tak naprawdę stanowi ona jedynie połowę sukcesu. Na szczególną uwagę zasługuje tutaj styl Karpowicza, sposób w jaki przekazuje nam tą "cudowną" opowieść. Zabawa z konwencja i językiem, często nieco ironicznym i lekko kąśliwym. Wystarczy rzucić okiem chociażby na taki maleńki fragment:



Zmiana stylu następuje w rozdziałach opisujących cudowne narodziny i dzieciństwo Mikołaja. Tę historię autor podaje czytelnikowi w formie stylizowanej na tekst hagiograficzny, bogato czerpiąc z polskiej mowy staropolskiej. Osobiście ciężko było mi się przestawić na ten typ języka i początkowo nieco mi te fragmenty zawadzały, jednak gdzieś tak w połowie lektury wreszcie się do nich przekonałam i zaczęłam doceniać ich urok.

Karpowicz ze swoim pisaniem trafił w dobre miejsce na rynku książki. Z jednej strony jego lekkie i ciekawe teksty przypadną do gustu tym, którzy od literatury nie oczekują zbyt wiele, z drugiej strony dzięki niebanalnemu stylowi zadowolą również tych nieco bardziej wymagających. Co prawda nic nowego ona do naszego życia nie wniesie, nie będzie niczym odkrywczym, jednak zagwarantuje czytelnikowi kilka godzin naprawdę dobrej rozrywki.
Odstawiam tę pozycję na półkę zarezerwowaną dla książek-poprawiaczy humoru i oczywiście gorąco ją wam polecam. A do pana Karpowicza z przyjemnością jeszcze wrócę.

*Niestety, telewizja cały czas wyraźnie redukuje miejsce kultury na wizji na rzecz kolejnych seriali i talent-shows.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...