piątek, 30 sierpnia 2013

Angelus 2013 - finałowa siódemka



Właśnie poznaliśmy finałową 7 nominowanych do Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus. Kto w tym roku powalczy o czek na 150 000 złotych oraz statuetkę autorstwa Ewy Rossano?

1. Karl-Markus Gauss W gąszczu metropolii, tłum. Sława Lisiecka (Wydawnictwo Czarne)
2. Kazimierz Orłoś Dom pod Lutnią (Wydawnictwo Literackie)
3. Ludmiła Pietruszewska Jest noc, tłum. Jerzy Czech (Wydawnictwo Czarne)
4. Jerzy Pilch Dziennik (Wielka Litera)
5. Andrzej Stasiuk Grochów (Wydawnictwo Czarne)
6. Szczepan Twardoch Morfina (Wydawnictwo Literackie)
7. Oksana Zabużko Muzeum porzuconych sekretów, tłum. Katarzyna Kotyńska (W.A.B.)

W zeszłym roku doceniony został Milejnko Jergović oraz jego Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki. Warto wspomnieć, że do tej pory nagroda nie powędrowała jeszcze w ręce żadnego polskiego pisarza. Może w tym roku się to zmieni? Odpowiedź na to pytanie poznamy dopiero 19 października po godz. 17:00.

Kogo typujecie na zwycięzcę?

wtorek, 27 sierpnia 2013

Pomniejsze bóstwa


Terry Pratchett
Prószyński i S-ka, 2001

Pomniejsze bóstwa to kolejna, trzynasta, książka z serii Świat Dysku. Jak zwykle Terry Pratchett pod płaszczykiem typowej powieści fantastyczno-przygodowej, przemyca wiele przemyśleń na tematy dotyczące zjawisk zachodzących w naszym społeczeństwie. I chociaż akacja każdej części rozgrywa się w fikcyjnym świecie znajdującym  się na dysku wspartym na grzbiecie czterech słoni stojących na grzbiecie ogromnego żółwia, to jednak ich problematyka jest jak najbardziej przyziemna. Na czym skupia się autor tym razem? Patrząc na tytuł można się tego bez problemu domyślić –będzie to religia i jej wszelkie konsekwencje.

Pomniejsze bóstwa - Pratchett TerryKonsekwencje? No cóż, nie od dzisiaj wiemy, że wiara w czystej postaci to produkt deficytowy. Ludzie lubią kombinować i dorabiać do wszystkiego niepotrzebne ideologie. Pół biedy, jeśli te ideologie w jakiś sposób korespondują z głównymi założeniami wiary, gorzej jeśli są z nimi sprzeczne. Przykłady? Chociażby inkwizycja czy krucjaty. W XXI wieku chyba już nikt nie wierzy, że ich celem było faktycznie krzewienie wiary (te wszystkie łupy i wymordowani ludzie to tylko wypadek przy pracy). Nad dobrocią płynącą z religii zaczęły przeważać ludzkie żądze, które były pięknymi ilustracjami 7 grzechów głównych. I tak Kościół zaczął zaprzeczać wierze.

O tym wszystkim opowiada Pratchett w Pomniejszych bóstwach. Naszym bohaterem jest nowicjusz Brutha, któremu pewnego dnia podczas pracy w przyklasztornym ogrodzie objawia się sam Bóg Om. Om znalazł się w kiepskiej sytuacji - liczba jego prawdziwych wyznawców drastycznie zmalała, do tego stopnia, że został mu jedynie Brutha. Niezadowolony ze swojej niezbyt okazałej postaci (mały, jednooki żółw) postanawia znaleźć kogoś, kto pomoże wrócić mu do jego dawnego stanu. Z braku innego kandydata, wybór pada na naszego młodego bohatera. Niestety, na drodze w wypełnieniu misji staje im ekskwizytor Vorbis, który werbuje Bruthe na wyprawę do innowierczego Efebu w celu 'nawrócenia' mieszkających tam filozofów. A to dopiero początek przygody...

Pratchett sportretował tutaj wszystkie najbardziej kontrowersyjne kwestie związane z kościołem – wspomniane już wyprawy krzyżowe, czy inkwizycja są w książce ewidentnym źródłem zła. Wygląd boga odbiega od tego, jak jego osobę wyobrażali sobie wierni. Om, słuchając przytaczanych przez nowicjusza cytatów z pisma, wielokrotnie wyraża zdziwienie, że konkretne zdarzenia miały miejsce lub że dane słowa padły z jego ust. Autor poświęca również dużo miejsca konfliktowi duchowieństwa i ludzi nauki. Pojawia się tutaj nawet słynny spór o kształt Ziemi, który tutaj z wiadomych przyczyn działa w odwrotną stronę. Oczywiście pojawia się tutaj wiele innych kwestii, są również nawiązania do pozostałych wierzeń.

Pomniejsze bóstwa to obok Piramid jedna z najlepszych książek Pratchetta, jakie miałam okazję do tej pory przeczytać. I chociaż ta powieść miała swoją premierę 21 lat temu, to jednak jej przekaz wciąż pozostaje aktualny. Gorąco polecam ją wszystkim lubiącym książki lekkie, przyjemne, w których dzieje się dużo, ale jednocześnie dają pretekst do rozmyślań na ważne tematy.

środa, 21 sierpnia 2013

Czas na romans




W mojej przygodzie z książkami nominowanymi do Nike przyszedł czas na pozycję, której obawiam się chyba najbardziej. I nie są to obawy bezpodstawne, wystarczy jeden rzut oka na opis książki zamieszczony na stronie wydawnictwa:

Najnowsza książka Anny Janko to piękna opowieść o potężnej sile miłości, która jak demon, zarazem tworzy i niszczy, prowadzi na szczyty egzystencjalnych doznań, ale także porzuca na krawędzi, spycha na dno, w pobliże śmierci. 
Hanka, bohaterka Dziewczyny z zapałkami zbliża się do czterdziestki, jest matką dwójki dzieci, rozczarowaną małżeństwem żoną, niespełnioną poetką. I wtedy pojawia się ON, a wraz z nim wielka namiętność, ekstremalne przeżycia, szansa na szczęście. Ale też poczucie winy i ból.  Autorka opisuje z przenikliwością, niezwykłą dynamiką, dramat miłości i udowadnia, że polszczyzna jest w stanie unieść temat erotyki i seksu.  Uczta dla zmysłów, uczta dla umysłu.

Brzmi strasznie, prawda? Nie? No dobrze, może nie dla wszystkich. Ja niestety jak ognia unikam tego typu powieści. To, co zwykło się określać mianem literatury kobiecej, zupełnie leży poza granicami mojego zainteresowania. Narracje rodem z telewizyjnych tasiemców prezentujące miłosne dramaty i sercowe rozterki kobiet nigdy mnie nie fascynowały. Kolejne pisarki od lat serwują nam tego samego odgrzewanego kotleta. Ile można?

Ale!
Pasja według św. Hanki została napisana nie przez jakąś Grocholę czy Kalecińską, tylko przez Annę Janko. Poetkę. Czy poetka może wymyślać historie rodem z brazylijskich oper mydlanych? Raczej nie. A nawet jeśli coś się jej wymknie spod kontroli, zawsze może uratować sprawę stylem.

Oddajmy jeszcze głos autorce:


Może jednak nie będzie tak źle.

wtorek, 20 sierpnia 2013

Bach for my baby



Justyna Bargielska
Biuro Literackie, 2012

Bach for my baby - Bargielska JustynaTytuł Bach for my baby to wariacja na temat serii płyt z muzyka klasyczną dedykowanych dla najmłodszych słuchaczy. W końcu jak wiadomo, taka muzyka posiada pozytywny wpływ na rozwój nowo narodzonego członka rodziny. Dla kogo komponuje Bargielska? Jej ‘baby’ to nie tyle dziecko (choć i ono jest tutaj wyraźnie obecne), lecz jej ukochany.  Bohaterka utworów składających się na ten tomik, to nie tylko matka i żona, ale również kochanka. Do swojego partnera wysyła wiersze-maile, w których w poetycki sposób informuje adresata o swoich odczuciach. Próżno jednak szukać w nich płomiennych deklaracji swoich uczuć, nasza bohaterka skupia się raczej na tym fizycznym aspekcie miłości. Warto również podkreślić, że o ile nie ma ona wyrzutów sumienia z powodu zdrady, to jednak nie czuje się w tym nowym związku w pełni szczęśliwa. Ot, zwykle życie.

A co z baby-dzieckiem? Pojawia się tu i ówdzie wątek macierzyństwa, który ma swoją kulminację z zamykającym tomik utworze Inna Róża, gdzie matka porównuje urodę swojej córki do tej charakterystycznej dla oblubienicy opisanej w biblijnej Pieśni nad Pieśniami.



A skoro już jesteśmy przy wątku religijnym, to nawiązania do wiary również często pojawiają się na kartach tego tomiku. Jest nieruchoma Nasza Pani z Gwadelupe oraz Chrystus, który nie chce odradzać się z popiołów. W jednym z wierszy pojawia się nowenna do św. Rity, patronki nie tylko spraw beznadziejnych, lecz również matek i problemów małżeńskich, postać idealnie pasująca do nastroju zamieszczonych w tomiku tekstów.

Bach for my baby to uczta dla osób lubiących wiersze oplątane kokonem metafory. Ciężko odgadnąć, co tak naprawdę autorka miała na myśli układając strofy swoich utworów. Często w jednym dość lapidarnym wierszu łączy dwie pozornie niezwiązane ze sobą kwestie. Nic nie jest tutaj powiedziane wprost, co zdaje się wyjaśniać następujący fragment wiersza Co było złote: „(…) postanowiłam / cię kochać, a także napisać o tym wiersz tak dyskretnie / rymowany, że tylko ty usłyszysz / tę melodię”. Tak więc klucz do interpretacji tych prywatnych wyznań posiada jedynie podmiot liryczny oraz adresat wiersza.  Czytelnicy mogą jedynie domyślać się znaczenia utworów, śledząc pełny powtórzeń słowotok Bargielskiej.

Gdybym miała jednym słowem określić tomik Bach for my baby, stwierdziłabym, że jest 'przyzwoity' . Bargielska niewątpliwie jest pisarką utalentowaną, z dużym potencjałem, jednak w jej wierszach czegoś mi brakuje, jakiegoś elementu, który sprawiłby, że zapadłyby mi one głęboko w pamięć. Gdybym miała porównać ten tomik z drugim tomikiem nominowanym do Nike, Rekordami, to chociaż dużo przyjemniej czytało mi się Bargielską, to jednak u Pietrzaka pojawia się więcej wierszy, które, prawdopodobnie ze względu na przekaz, przypadły mi do gustu. Oczywiście jest to jedynie moja subiektywna ocena.

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

8. Literacka Nagroda Europy Środkowej Angelus - nominacje




Poznaliśmy 14 książek nominowanych do 8. Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus, nagrody fundowanej przez Miasto Wrocław i jak sama nazwa wskazuje, obejmującej pisarzy żyjących na terenie centralnej części naszego kontynentu (Albania, Austria, Białoruś, Bośnia i Hercegowina, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Estonia, Litwa, Łotwa, Macedonia, Mołdawia, Niemcy, Polska, Rosja, Rumunia, Serbia, Słowacja, Słowenia, Ukraina oraz Węgry).

Z 41 zgłoszonych tytułów jury nominowało następujące pozycje:

  1. Joanna Bator „ Ciemno prawie noc” (W.A.B.)
  2. Karl-Markus Gauss „W gąszczu metropolii”, tłum. Sława Lisiecka (Wydawnictwo Czarne)
  3. Jacek Inglot „Wypędzony” (Instytut Wydawniczy Erica)
  4. Mirko Kovać, „Miasto w lustrze”, tłum. Dorota Jovanka Ćirlić (Fundacja Pogranicze)
  5. Norman Manea, „Kryjówka”, tłum. Kazimierz Jurczak (Czytelnik)
  6. Kazimierz Orłoś, „Dom pod Lutnią” (Wydawnictwo Literackie)
  7. Ludmiła Pietruszewska, „Jest noc”, tłum. Jerzy Czech (Wydawnictwo Czarne)
  8. Jerzy Pilch, „Dziennik” (Wielka Litera)
  9. Tadeusz Sobolewski, „ Człowiek Miron” (Społeczny Instytut Wydawniczy ZNAK)
  10. Petra Soukupova, „Zniknąć”, tłum. Julia Różewicz (Wydawnictwo Afera)
  11. Andrzej Stasiuk, „Grochów” (Czarne)
  12. Szczepan Twardoch, „Morfina” (Wydawnictwo Literackie)
  13. Krzysztof Varga, „Trociny” (Wydawnictwo Czarne)
  14. Oksana Zabużko, „Muzeum porzuconych sekretów”, tłum. Katarzyna Kotyńska (W.A.B.)

Pod koniec sierpnia poznamy finałową siódemkę, natomiast uroczyste wręczenie nagrody odbędzie się 19 października.

Polskie nominacje nie zaskakują. Pięć z nich zostało nominowanych do tegorocznej edycji Nike, Grochów był nominowany do Nagrody Literackiej Grynia, a Dom pod lutnią otrzymał Nagrodę Literacką Warszawy. Jedynie Wypędzony Jacka Inglota brzmi dla mnie nieco obco, co oczywiście nie znaczy, że jest to pozycja mniej wartościowa.

Niestety, nie znam żadnej z pozycji reprezentujących środkowoeuropejski aspekt tej nagrody. Wydaje mi się, że literatura pochodząca z tych krajów jest w większości przypadków słabo promowana na terenie naszego kraju. Widać to zresztą po książkach zgłoszonych do konkursu - w zdecydowanej większości były to wydawnictwa polskie. Mam nadzieję, że uda mi się dotrzeć do kilku z nich i oczywiście podzielić się z wami wrażeniami z lektury.

A może czytaliście już którąś z tych zagranicznych książek? Jeśli tak, to chętnie zapoznam się z waszą opinią.

niedziela, 18 sierpnia 2013

Najgorętsza książka lata 2013



Poznaliśmy dzisiaj najgorętszą książkę lata 2013. W plebiscycie zorganizowanym przez TVP Kultura czytelnicy mieli okazję zagłosować na wybraną pozycję, która ich zdaniem w największym stopniu zasłużyła na ten tytuł. Jak wygląda pierwsza trójka?

3. Szczepan Twardoch "Morfina" (Wydawnictwo Literackie)
2. Janusz Rudnicki "Trzy razy tak" (W.A.B.)
1. Zygmunt Miłoszewski "Bezcenny" (W.A.B.)

Wśród nominowanych znajleźli się również: Joanna Bator "Ciemno prawie noc" (W.A.B.), Witold Gombrowicz "Kronos" (Wydawnictwo Literackie), Grażyna Jagielska "Miłość z kamienia" (Znak), Ignacy Karpowicz "Ości" (Wydawnictwo Literackie), Jerzy Pilch "Wiele demonów" (Wielka Litera), Paweł Potoroczyn "Ludzka rzecz" (W.A.B.) oraz Mariusz Urbanek "Brzechwa nie dla dzieci" (Iskry).

Mam wrażenie, że niedługo otworzę lodówkę i wyskoczy z niej Twardoch trzymający w ręce Morfinę. Chociaż w sumie nie byłaby to taka zła sytuacja, może wreszcie udałoby mi się ją przeczytać.

Sceny z życia wiejskiego


Amos Oz
Rebis, 2010

Amos Oz należy do moich najbardziej udanych odkryć ostatnich dwóch lat. Ten izraelski pisarz, który niedawno otrzymał doktorat honoris causa Uniwersytetu Łódzkiego, kilka miesięcy temu promował w Polsce swój kolejny tom opowiadań Wśród swoich, który pomimo niepozornych rozmiarów, ma w sobie ogromną i wartościową treść. Dzisiaj jednak przyjrzę się wydanemu nieco wcześniej zbiorowi opowiadań o swojsko brzmiącym tytule Sceny z życia wiejskiego, który pod wieloma względami przypomina tą najnowszą publikację.

Sceny z życia wiejskiego - Oz AmosTym razem zamiast poznawać blaski i cienie życia w kibucu, autor zaprasza czytelników na wycieczkę do urokliwej i sielankowej, choć niestety fikcyjnej wioski Tel Ilan. Nie jest to jednak wiocha zabita dechami, znajdziemy tutaj park, pocztę, bibliotekę oraz szkołę. Mieszkańcy tej miejscowości to ludzie o co najmniej średnim wykształceniu (przynajmniej ci, którzy stają się bohaterami kolejnych opowiadań): pisarz, lekarka, nauczycielka, były poseł, student. Nie znajdziemy tutaj żadnych stereotypowych wieśniaków, brak tutaj również wyczerpujących opisów prac polowych, czy chowu zwierząt. Sceny z życia wiejskiego to nie opowieść o wsi, ale właśnie o osobach, którym przyszło na niej żyć. Każde opowiadanie skupia się wokół jednej postaci, choć zdarza się, że bohaterowie jednego opowiadania pojawiają się gościnnie w innych. Nic w tym dziwnego, w końcu wszyscy zamieszkują tą samą niewielką miejscowość, chcąc nie chcąc ich drogi muszą się od czasu do czasu skrzyżować. O żadnej z nich nie można niestety powiedzieć, że prowadzi szczęśliwe życie, każda zmaga się z własnymi problemami. Samotność, nieszczęśliwie ulokowane uczucia, problemy małżeńskie, śmierć dziecka. Każda z nich coś utraciła, prawdopodobnie bezpowrotnie. Gili Steiner oczekuje nadejścia swojego siostrzeńca. Chociaż zdaje się  darzyć go ogromnym uczuciem (sama jest bezdzietna), to  jednak w przeszłości zdarzało się jej chłopca kilka razy uderzyć. Gili snuje się po wsi, na próżno wyglądając nadejścia siostrzeńca. W niemal tym samym czasie Benny Avni wyrusza na poszukiwania zaginionej żony, którą kiedyś namówił do aborcji. Kolejne osoby poruszają się po miejscowości, która choć jest pełna mieszkańców, wydaje się być jednak pusta i opuszczona.

W tekście pojawia się dużo niedopowiedzeń, pytań bez odpowiedzi. Po skończonej lekturze nadal nie wiemy, kto kopie pod domem marudnego byłego posła Pesacha Kedema, lub dlaczego bohater przedostatniego opowiadania wiedziony instynktem schował się pod łóżkiem u Lewinów. Wciąż rozmyślamy na temat przypominającego ogromny labirynt domu zmarłego pisarza, czy tajemniczej postaci pojawiającej się w ostatnim, niezwiązanym bezpośrednio z całością, opowiadaniu. Tak naprawdę żadne z nich nie ma wyraźnego zakończenia, brak tutaj jakiejkolwiek pointy, co sprawia, że po skończonej lekturze nie odstawiamy książki na półkę i sięgamy po kolejną, ale wciąż próbujemy rozwikłać zagadkę tego wyimaginowanego miejsca. Zabieg sprytny i całkiem przyjemny.

Jak już wspominałam zarówno Wśród swoich jak i Sceny z życia wiejskiego oparte są na podobnym pomyśle. W obu przypadkach mamy do czynienia ze zbiorami opowiadań, które jednak w pewnym sensie tworzą całość. Bohaterowie żyją w małych społecznościach (kibuc, wieś), jednak są samotni. Czy Wśród swoich jest więc kopią Scen z życia wiejskiego? Nie. Tomy te łączy wiele, jednak są one mimo wszystko różne. Nie chodzi jedynie o miejsce akcji, czy charakter społeczności. Jak już wspomniałam, w opisywanej tutaj książce dzieją się różne zagadkowe, nie wytłumaczone w tekście wydarzenia. Natomiast najnowszy zbiór opowiadań Oza to już bardziej tzw. historie ‘z życia wzięte’. Brak tutaj elementu zagadki, co nie zmienia faktu, że również są poruszające i intrygujące.

Sceny z życia wiejskiego to pozycja ciekawa i zdecydowanie warta uwagi. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji spotkać się z twórczością Amosa Oza to zachęcam was do wybrania się na spacer do najbliższej księgarni/biblioteki i sięgnięcia po którąś z jego książek. Jeżeli nie boicie się niedopowiedzeń i macie ochotę na chwilę refleksji, to Sceny z życia wiejskiego będą dla was idealnym wyborem.

Ocena: 4,5/5

Zapowiedzi #2

Kolejna subiektywnie wybrana porcja zbliżających się premier książkowych. Tym razem sporo literatury związanej z historią.



Keith Lowe - Dziki Kontynent. Europa po II Wojnie Światowej (Dom Wydawniczy Rebis)
27.08.2013

Skończyła się wojna i co dalej? No właśnie. Gdy byłam małym dzieckiem wyobrażałam sobie, że po zakończeniu wojny wszyscy odetchnęli z ulgą i wrócili do normalnego życia. Niestety, z wiekiem dowiadywałam się, że ten powrót do normalności trochę musiał potrwać, co doskonale można zaobserwować na przykładzie Polski. No właśnie, o tych polskich powojennych dziejach wiem dość dużo, jednak o tym, co działo się w innych państwach europejskich mam już dość mgliste wyobrażenie.

"Dziki kontynent", obficie czerpiąc z dokumentów źródłowych, dostępnych danych statystycznych i literatury przedmiotu, a przede wszystkim z relacji i wspomnień świadków, maluje sugestywny i wiarygodny obraz okresu pomiędzy zakończeniem drugiej wojny światowej a początkiem zimnej wojny.

Sądząc po opisie możemy spodziewać się dość ciekawej i, co najważniejsze, wiarygodnej publikacji. Mam nadzieję, że uporządkuje ona informacje zgromadzone w mojej głowie i uzupełni powstałe w nich ubytki.



Michał Książek - Jakuck (Wydawnictwo Czarne)
28.08.2013

Coś na co czekałam. Jak już uświadomiła nas Barbara Włodarczyk, ‘nie ma jednej Rosji’, a zatem ów ogromy kraj nie kończy się na opisie Moskwy i panujących tam absurdów. Michał Książek zabierze nas w podróż do Jakucji, republiki znajdującej się we wschodniej części Syberii, zajmującej powierzchnię dziewięć razy większą od Polski. To najzimniejszy zamieszkany obszar na Ziemi (w wiosce Tomtor w styczniu 2004 termometry pokazały -72,2°C), w większości zamieszkany nie przez Rosjan, ale turecki naród Jakutów. Jak wygląda życie w tych tak mało komfortowych warunkach? Liczę na to, że Książek udzieli odpowiedzi na to pytanie w swoim reportażu.



Ian McEwan - Słodka przynęta (Albatros)
28.08.2013

McEwan to pisarz z którym łączą mnie dość skomplikowane relacje. Weźmy taką Pokutę – powieść ciekawa, z nieco zaskakującym zakończeniem. Spójrzmy jednak na  Betonowy ogród – aha, zaczynają się schody. Powieść mroczna, trudna, nawet lekko odpychająca. Jaką historię opowie nam McEwan tym razem?

Anglia, początek lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Szczytowy okres zimnej wojny, której najważniejsze bitwy toczone są na polu ideologii i kultury. Serena Frome stawia pierwsze kroki w brytyjskich tajnych służbach. Zwierzchnicy proponują jej udział w operacji Słodka Przynęta, polegającej na dyskretnym wspieraniu wybitnych intelektualistów, którzy dali się poznać jako obrońcy demokracji. Jednym z nich jest młody, dobrze się zapowiadający pisarz, Thomas Haley. Serena czyta jego opowiadania, które bardzo jej się podobają, i nawiązuje kontakt z Thomasem, podając się za przedstawicielkę niezależnej fundacji. Wbrew regulaminowi służby agentka i pisarz zbliżają się do siebie bardziej niż powinni, rodzi się między nimi uczucie.

No cóż, po raz kolejny autor bawi się żądzami, zakazanym uczuciem, zapewne włączając w to również erotyzm. Opis brzmi trochę jak streszczenie taniego romansidła, więc póki co wstrzymam się z kupnem tej pozycji. Co nie zmienia faktu, że z ciekawości prędzej czy później po tę pozycję sięgnę.



Ziemowit Szczerek - Rzeczpospolita zwycięska. Alternatywna historia Polski (Znak)
28.08.2013

Historia alternatywna ostatnio jest niesłychanie popularna. Najczęściej fantazje na tematy odmiennego biegu historii oscylują oczywiście wokół najbardziej dramatycznego wydarzenia XX w., mianowicie II Wojny Światowej. Szczerek zdecydował się postawić dość odważną tezę – wojna skończyła się już na początku listopada 1939 roku. Polska, dzięki wsparciu aliantów, wkroczyła do Berlina tym samym wygrywając konflikt. Jak mogłyby potoczyć się dalsze losy naszego kraju?

Ziemowit Szczerek przedstawia wizję kontrowersyjną i przekorną, a jednocześnie opartą na twardych podstawach. Serwuje czytelnikowi unikalne połączenie historycznej wiedzy, literackiego polotu i nowoczesnej political fiction. To pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika II Rzeczpospolitej. I dla każdego, kto choć raz zadał sobie pytanie: co by było gdyby?

Ponieważ spełniam oba powyższe warunki, chętnie sięgnę po tę pozycję. Mam nadzieję, że się nie zawiodę.



Marcin Król - Klęska rozumu. Kulisy wielkich wydarzeń historii powszechnej (Wydawnictwo Czerwone i Czarne)
11.09.2013

Ta książka to pasjonująca galeria małych ludzi mających wielką władzę. Historia współczesnego świata opisana jako historia ludzkiej głupoty. Marcin Król przedstawia kulisy wielkich wydarzeń – rewolucja francuska, proces w Norymberdze, konferencje w Wersalu, Monachium czy Teheranie – pokazując, jak wiele zależało od przypadku. I ludzkiej niekompetencji.

Zupełnie nie wiem, czego mogę się po tej książce spodziewać. Opis brzmi intrygująco – głupota, przypadek, niekompetencja. Pytanie, czy autor podszedł do opisu tych wydarzeń rzetelnie, czy też zamierza siać popelinę i snuć jakieś teorie spiskowe, co jest zresztą ostatnio bardzo modne. Mam nadzieję, że zwycięży ta pierwsza opcja i ta książka okaże się pozycją godną uwagi.



Michael Jones - Wojna totalna (Wydawnictwo Literackie)
25.09.2013

Ponownie II Wojna Światowa (o niej można pisać w nieskończoność). Tym razem skupimy się na planie „Barbarossa”, jego przebiegiem i rezultatem. Niesamowicie mnie taka publikacja cieszy, ponieważ jest to niezwykle ważny temat, jednak z wiadomych przyczyn w naszym kraju troszkę przemilczany.

„Wojna totalna” brytyjskiego historyka Michaela Jonesa jest książką, od której trudno się oderwać. Huk wystrzałów, bohaterstwo żołnierzy, cierpienia cywilów i wstrząsające akty szaleństwa wojennej zawieruchy, jakiej nie znała ludzkość. Niewiele tu wojny widzianej z perspektywy Berlina i Kremla, igraszki wodzów i generałów. Niemal całą książkę wypełnia wojna widziana z bliska i będąca, jak zawsze, dramatem szeregowców i cywilów. Porywająca narracja w dużej mierze oparta jest na relacjach weteranów oraz pamiętnikach Rosjan i listach, jakie pisali do bliskich. Jones opisuje okrucieństwa krasnoarmiejców, ale też ich bohaterstwo, zwłaszcza w najtrudniejszych momentach ofensywy niemieckiej.

Mam nadzieję, że ta lektura będzie tak samo ciekawa, jak sugeruje to jej opis.


Deyan Sudjic - Język rzeczy (Karakter)
24.09.2013

Karakter to jedno z nielicznych wydawnictw (zaraz obok Czarnego), z którego oferty z miłą chęcią przygarnęłabym wszystkie książki. Co przygotowali dla nas tym razem?

Z jakiego powodu niektóre przedmioty stają się fetyszami a inne archetypami?
Jakie rytuały towarzyszą użytkowaniu przedmiotów i czy Włosi odbierają telefon tak samo jak Brytyjczycy?
Dlaczego jedne przedmioty zużywają się szybciej a inne wolniej?
W jaki sposób dizajnerzy z projektantów stali się twórcami opowieści?
Co dziś jest prawdziwym luksusem: posiadanie pewnych rzeczy czy raczej rezygnacja z nich?
Dlaczego dajemy się wciągać w obłędny trans konsumeryzmu?

Odpowiedzi na te pytania ma nam w swoim eseju udzielić sam dyrektor Design Museum w Londynie. Zapowiada się nieco filozoficznie, ale z pewnością będzie to tekst niezwykle ciekawy. Czekam na tę premierę z niecierpliwością.



Jacek Dehnel - Języki obce (Biuro Literackie)
26.09.2013

Ostatnio przeczytałam, że Dehnel to pisarz przereklamowany. No cóż, może i coś w tym jest, nie zmienia to jednak faktu, że póki co jego proza przypadła mi do gustu. No właśnie – proza. Warto pamiętać, że Dehnel od czasu do czasu zajmuje się również poezją, z którą niestety (?) do tej pory nie miałam styczności. Ta sytuacja może się wkrótce zmienić, ponieważ we wrześniu ma się pojawić jego kolejny tom poetycki.

W najnowszym tomie "Języki obce" Jacek Dehnel bawi się formą. Czytelnik otrzymuje szereg utworów prezentujących najróżniejsze style - od miniatur po nieużywane przez współczesnych poetów plankty. Do form i tematów, w których obrębie Dehnel sprawnie się porusza, dołącza tym razem problem "obcości języka", niejako organizujący wszystkie teksty.

Mówisz ‘zabawa z formą’ – ja już odkładam pieniądze na zakup tej pozycji. I mruczę pod nosem jak mantrę:

„Panie ześlij mi deszcz pieniędzy (lub przynajmniej jakąś dobrze płatną pracę), bo skąd niby mam brać środki na zakup tych wszystkich książek?”.


Wszystkie zdjęcia okładek oraz opisy książek pochodzą ze strony empik.com

sobota, 17 sierpnia 2013

Nagroda Poetycka im. Wisławy Szymborskiej. Międzynarodowa.



Poezja w McDonald’s? Czemu nie. Czasy wielkich wieszczów i poetów wybitnych już dawno przeminęły. Utwory poetyckie zeszły z piedestału, nie wychwalają Pana, nie zagrzewają już nikogo do walki, nie rozbudzają miłości do ojczyzny. Poezja idzie z duchem czasu i znacznie bliżej jej do małego cappuccino za 3,50 zł, niż do posągów wykłuwanych w marmurze. Powyższy tomik czytało mi się w tym przesiąkniętym komercją miejscu wyjątkowo dobrze.

Ale to nie o tym miałam pisać.

Po przeczytaniu Bach for my baby przypomniałam sobie, że Bargielska oprócz nominacji do Nike, otrzymała również nominację do Nagrody im. Wisławy Szymborskiej. Nagrody która, cytując za informacją zamieszczoną na stronie Fundacji, ma charakter międzynarodowy, przyznawana będzie co roku za książkę poetycką wydaną w języku polskim w roku poprzedzającym. Do nagrody zgłoszone mogą być tomy poetyckie wydane oryginalnie po polsku lub w przekładzie na język polski. 

Zapowiadało się pięknie. W końcu Szymborska to noblistka, jej poezja została dostrzeżona w różnych krajach na całym świecie (nawet w Iranie). Dlaczego więc nie odwdzięczyć się tym wszystkim, dla których być może polska poetka jest w jakimś stopniu inspiracją? Zapowiadało się pięknie, a wyszło jak zwykle.

W maju poznaliśmy 5 poetów nominowanych do nagrody. Dwie panie, trzech panów. Wszyscy z Polski.
I tak charakter międzynarodowy gdzieś się po prostu ulotnił.

Gdyby wśród nominowanych pojawiło się chociaż jedno nazwisko osoby będącej przedstawicielem tego aspektu międzynarodowego. Ale nie, po co. Dlaczego kapituła złożona z tłumaczy noblistki zdecydowała się wyróżnić jedynie polskich literatów? Oczywiście możemy rozważyć opcję, że polscy poeci są po prostu najlepsi i nikt im nie może dorównać. Brzmi to przekonująco?

Kto się w takim razie na tej liście pojawił? Poniżej lista nominowanych wraz z reprezentacyjną próbką twórczości pochodzącym z publikacji zamieszczonej na stronie Fundacji Wisławy Szymborskiej:

1. Justyna Bargielska – Bach for my Baby (Biuro Literackie)

Jak modlitwa

Jest, owszem, kilku, którzy planują umrzeć w moich ramionach,
ale ja nadal nie znam ramion, w których chciałabym umrzeć.
i może już nie poznam, i umrę w swoich własnych,
i bardzo mi tak najlepiej. Moja matka zrzekła się na rzecz miasta,
połowy ogrodu, byleby tylko nie musieć własnoręcznie
wycinać tamtego drzewa. Wszyscy chodzili pod tamtym drzewem,
gromady dzieci ze szkoły, parady i procesje, wszyśmy tamtędy
chodzili, mimo że po drugiej stronie ulicy stała Nasza Pani z Gwadelupe.
Nadal stoi. Skąd Nasza Pani na Targówku? Z Gwadelupe.
Moja matka i Nasza Pani nie mogły tego znieść,
więc miasto wycięło drzewo. Jest ich, owszem, kilku.
Chciałabym umrzeć w ramionach wyciętego drzewa.

2.  Krystyna Dąbrowska – Białe krzesła (Wydawnictwo Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu)

Oceanarium

Za szybą ryby suną jak bagaże na taśmie.
Barakuda i żarłacz obok spokojnych ławic
niby pasterze stada. Aż trudno uwierzyć:
nikt nikogo nie płoszy, nie goni, nie zjada.
Warunek tej harmonii to skryta izolacja.
Ogromny akwen dzielą przezroczyste ściany.
Leniwe drapieżniki krążą po innych trakcjach
niż ich siostry kruche jak tacki z porcelany.
W nas też iskierki światła sąsiadują z grozą,
radość bezczelnie błyska przed paszczą rekina,
która jej nie połyka – jakby się przyśniła.
Ale niepostrzeżenie od zielonej głębi
odrywa się i rośnie wydłużony cień,
i tnie najgrubsze szyby samotna ryba piła

3. Łukasz Jarosz – Pełna krew (Znak)

Opowiadanie starego sąsiada IV

Teraz w urzędzie na ścianach marmury.
A tam był szpital polowy, ludzie leżeli, błagając,
z ustami pełnymi krwi. Uwięzieni w ciałach
jak mucha w rulonie firanki.
Leżeliśmy w wąskiej nocy, jedliśmy liście.
Było nas tylu, o, ile paciorków różańca.
Potem oni znikali jak w zabawie w chowanego.
Z dłońmi przy twarzy odliczałem
oparty czołem o deski stodoły.
Gdy się odwracałem, nie było nikogo.
Poukrywani na zawsze.

4. Krzysztof Karasek – Dziennik rozbitka (Instytut Mikołowski)

66

Jest ciemno
a miało być jaśniej
Jest zimno
a miało być ciepło
Macam stopami pod łóżkiem
nie mogę znaleźć kapci
Macam rękami w powietrzu
nie mogę znaleźć snów
Macam oczami za oknem

Gdzieś tam, za lasem
rośnie słońce
niewidzialne Gdzieś tam
za oczami niejadalne
światło

Kracze skowronek

5. Jan Polkowski – Głosy (Biblioteka „Toposu”)

*** Słońce jeszcze nie wstało, leży na mokrym piasku

Słońce jeszcze nie wstało, leży na mokrym piasku
W porcie skopanej pościeli leżę i myślę o dziecku.
Jeszcze jest całkiem ciemno między moimi nogami
lecz będę niedługo rodzić. Rodzić do końca dni moich.
Nade mną i pode mną rozrasta się cicha ciemność
jak we mnie korzenie miłości.
Urodzę je, urodzę, przyszyję bluźnierstwem do ciebie
i wtedy wchłonie mnie prześwit.

Zwycięzcę poznamy 16 listopada.

Który z cytowanych powyżej wierszy przypadł wam najbardziej do gustu?

Prześwietny raport kapitana Dosa


Eduardo Mendoza
Znak, 2012

Eduardo Mendoza. Jedni go lubią, inni omijają go szerokim łukiem. Nic w tym dziwnego, ten hiszpański pisarz tworzy prozę wyjątkowo specyficzną. Nie chodzi wcale o to, że jego teksty są wymagające i trudne – ależ skąd! U Mendozy, którego większość polskich czytelników kojarzy z serią książek o przygodach pewnego mało rozgarniętego fryzjera damskiego, pełno absurdu, groteski oraz satyry. Skąd więc tak rozbieżne opinie dotyczące jego książek? W odpowiedzi na to pytanie pomoże mi Prześwietny raport kapitana Dosa, proza króciutka, bo licząca zaledwie 158 stron, jednak ukazująca najważniejsze cechy stylu autora.

Prześwietny raport kapitana Dosa - Mendoza EduardoPrześwietny raport kapitana Dosa to, jak sama nazwa wskazuje, dziennik pokładowy prowadzony przez kapitana statku kosmicznego, który przemierza galaktykę w celu wypełnienia tajemniczej misji, o szczegółach której praktycznie nikt nie został poinformowany. Podróż odbywa w doborowym towarzystwie, oprócz niego na pokładzie znajdują się Przestępcy, Upadłe Kobiety oraz Nieprzewidywalni Staruszkowie. Sytuacja nie prezentuje się jednak zbyt korzystnie, zapasy prowiantu, wody, lekarstw oraz szamponu są na wyczerpaniu. Horacio Dos, wbrew zaleceniom, postanawia zatrzymać się na jednej z wielu stacji kosmicznych w celu uzupełnienia braków. Oczywiście nie będzie to tak łatwe, jak mu się wydaje. Okazuje się bowiem, że każda napotkana stacja boryka się z problemami, a dowodzące nią postaci nie są najbardziej przyjaznymi osobami w całej galaktyce.

Wbrew temu co może się wydawać, powieść Mendozy nie jest opowieścią stricte przygodową z elementami science-fiction. Owszem, taki pierwiastek również się tutaj znajduje, ale to nie on jest najważniejszy. Prześwietny raport kapitana Dosa to przede wszystkim, jak to zwykle u Mendozy bywa, satyra mająca na celu wykpienie naszych wad. Autor w tej zabawnej i ciekawej historyjce przemyca wiele celnych spostrzeżeń dotyczących współczesnego społeczeństwa, zwłaszcza tych związanych z pragnieniem władzy. Nie oszczędza tutaj nikogo, wszyscy bohaterowie jawią się jako banda zwykłych idiotów, praktycznie niemożliwe jest odnalezienie w tłumie pojawiających się tutaj postaci chociaż jednego egzemplarza zrównoważonego psychicznie osobnika. Nawet jeśli wydaje nam się, że trafiliśmy na kogoś w miarę normalnego, w końcu ląduje on w stroju alzackiej pasterki. Nie można również doszukiwać się logiki w działaniach bohaterów, bo jej tam po prostu nie ma. Chór madrygalistów jako broń ostateczna – proszę bardzo. Mendoza nie przejmuje się również poprawnością polityczną, co w jeszcze większym stopniu podkreśla wciąż funkcjonujące stereotypy. Kobieta w jego prozie to długonogi przedmiot fascynacji erotycznej, chociaż zdarza się, że to właśnie przedstawicielka płci pięknej okazuje zdrowy rozsądek i przejmuje inicjatywę. Nie zmienia to jednak faktu, że gros feministek nie zapała miłością do tego autora. Nie pomoże nawet fakt, że większość mężczyzn na kartach powieści Mendozy to postaci, które na widok przedstawicielki płci pięknej myślą tylko o jednym.

Prześwietny raport kapitana Dosa to książka przyjemna, aczkolwiek niewybitna. Nie znajdziemy tutaj wzniosłych słów, styl Mendozy nie należy do pięknych i szykownych. Jest on prosty i po brzegi wypełniony absurdalnym, dosadnym i zazwyczaj mało wyszukanym poczuciem humoru. Jeśli ktoś ma ochotę na odrobinę odprężenia i relaksu – zapraszam. Przygodę z Mendozą można zacząć od tej króciutkiej pozycji, a jeśli komuś przypadnie do gustu, to zachęcam do lektury książek z komiczno-kryminalnej serii przygód fryzjera damskiego. Jeśli się wam nie spodoba, to chyba możecie sobie darować dalsze próby przekonania się do jego twórczości.

czwartek, 15 sierpnia 2013

Zmarł Sławomir Mrożek



Właśnie dotarły do nas bardzo złe wieści. Wydawnictwo Literackie oraz Oficyna Noir Sur Blanc poinformowały o śmierci Sławomir Mrożka. Wybitny polski dramatopisarz, prozaik i rysownik zmarł dziś rano w Nicei. Miał 83 lata.

środa, 14 sierpnia 2013

Kronos


Witold Gombrowicz
Wydawnictwo Literackie, 2013

Kronos. Czy istnieje jeszcze jakaś osoba, która o tej książce nie słyszała? Wątpię. W maju Gombrowicz atakował nas ze wszystkich stron – radio, prasa, telewizja oraz przede wszystkim internet. Już dawno nie słyszałam, żeby o literaturze (i to nie byle jakiej!) mówiło się tak dużo. Kronos, czyli tajny dziennik Gombrowicza, to prawdopodobnie ostatnie nieznane czytelnikowi dzieło tego pisarza, dzieło inne od poprzednich, bo zupełnie pozbawione elementu literackiego. Czytelnicy mają jedyną okazję wejść z butami w życie niedoszłego noblisty i zobaczyć jak rozwijała się jego kariera, ile zarabiał oraz z kim dzielił łoże. Zapowiadało się smacznie, efekt okazał się dla większości czytelników, którzy umieścili Kronos na pierwszym miejscu list bestsellerów, ciężko strawny. Dlaczego?

Kronos - Witold GombrowiczNo cóż, ów dziennik ma niewiele wspólnego z formą, do której przyzwyczaiły nas podobne wydania zawierające wspomnienia pisarzy. W tej publikacji nie znajdziemy rozmyślań Gombrowicza na różne tematy (to już zostało wydane w Dzienniku), Kronos składa się tylko i wyłącznie z suchych faktów, pozbawionych zupełnie emocji. Zupełnie tak, jakby ktoś, kogo znam jedynie z widzenia, wręczył mi swój organizer i zachęcił do przeczytania całości. Nie byłaby to zbytnio fascynująca lektura – tak też jest i tutaj. Brniemy przez życie Gombrowicza, co chwilę potykając się o kolejną nazwę nic nam nie mówiącego miejsca, czy tony obcych nazwisk. Całe szczęście, każda informacja została opatrzona przypisem, jednak wędrowanie wzrokiem od tekstu do przypisu bywa na dłuższa metę męczące. Nie jeden czytelnik zrezygnuje i wcale mu się nie dziwię. Wytrwałych jednak czeka nagroda, układ tych zapisków idealnie odzwierciedla przysłowie 'im dalej w las, tym więcej grzybów'. Im dłużej czytamy Gombrowicza, tym okazuje się, ze jego miesięczne sprawozdania stają się dłuższe i pełniejsze. Skąd taka zmiana? Zebrane w tym tomie zapiski obejmują znaczną cześć życia autora, począwszy od roku 1922 (zdana matura), urywając się na kilka miesięcy przed jego śmiercią w 1969 roku. Gombrowicz zapiski zaczął jednak prowadzić dopiero na początku lat 50, a zatem ta pierwsza, trudna i nudna cześć, to rekonstrukcja przeszłości. Nic dziwnego, że jego relacja z lat minionych jest tak zdawkowa, gdyby ktoś mi kazał opisać, co robiłam w marcu 5 lat temu, wątpię, czy byłabym w stanie cokolwiek napisać.

Styczeń 1954


Z tych prywatnych zapisków możemy dowiedzieć się naprawdę dużo o pisarzu. Może nie są to rzeczy odkrywcze i skandalizujące, jednak można wyłowić z nich kilka smaczków. Obraz artysty, który tworzy jedynie dla chwały i własnej satysfakcji był może prawdziwy w średniowieczu, jednak zupełnie nie ma odzwierciedlenia w czasach współczesnych. Gombrowicz nie jest wyjątkiem, żywo interesuje się odbiorem swoich dzieł, skrupulatnie odnotowuje każdą krytykę. Równocześnie rejestruje kwestie finansowe, zwłaszcza w podsumowaniach rocznych. Sporo miejsca zajmują również uwagi dotyczące stanu zdrowia. Wprost roi się tutaj od wrzodów, problemów z zębami, wątrobą, sercem. Wraz z wiekiem, przypadłości są coraz częstsze i bardziej dokuczliwe. Pisarz przelewa na papier swoje obawy związane kolejno ze starzeniem się, nowotworem i śmiercią. Dużą uwagę Gombrowicz przywiązuje również do erotycznej sfery swojego życia, w której bynajmniej nie może narzekać na nudę. Lista osób, z którymi się spotykał może przyprawić o zawrót głowy, zwłaszcza, że nie był wybredny w kwestii płci partnera. Może życie Gombrowicza do najwygodniejszych nie należało, jednak było z pewnością kolorowe.

Kronosu nie należy oceniać pod względem tekstowym. Nie jest to dzieło literackie, było pisane na własny użytek. Tutaj oczywiście pojawia się gro ludzi krzyczących, że skoro tekst ten jest prywatny, to nie powinien być wydawany. To oczywiście prawda, należy uszanować prywatność autora. Jednak prawo autorskie z czasem wygasają, a znają życie, to tekst ten prędzej czy później i tak ujrzałby światło dzienne. Ricie Gombrowicz zależało na tym, by książka ta została wydana jeszcze za jej życia, co absolutnie mnie nie dziwi. Inną sprawą jest kwestia, czy Gombrowicz faktycznie pisał ten dziennik dla siebie, czy nie chciał go opublikować. Faktem jest, że przywiązywał do niego dużą wagę (kazał Ricie ratować Kronos w razie pożaru), jednak ostateczne intencje pozostają wciąż nieodgadnięte.

Skoro nie możemy książki ocenić za jej treść, musimy spojrzeć na okładkę.Wydawca zdecydował się wydać całość w niemal oryginalnej formie, bez zbędnego upiększania zdawkowego tekstu, co się oczywiście chwali. Zamiast tego wprowadził ogromną ilość wspomnianych już wcześniej przypisów. Na pochwałę zasługuje rownież sposób, w jaki ta książka została wydana. Solidny papier, ładny krój czcionki, duże marginesy – wszystko to zdecydowanie ułatwia nam czytanie. A żeby było jeszcze milej, całość ozdobiona jest dużą ilością zdjęć, planów z zaznaczonymi miejscami związanymi z Gombrowiczem, czy rękopisami Kronosu. Pod tym względem wydawca spisał się na pięć z plusem.

Wszyscy mają kota, ma i Witek


Kronos to dzieło dobre i w pewnym sensie wartościowe. Nie można jednak stawiać go na równi z Ferdydurke, czy nawet z Dziennikiem. Jak już wspomniałam nie jest to tekst literacki, raczej należy go odbierać jako ‘bonus’, suplement. Nie muszę chyba podkreślać (ale i tak to zrobię), że jest to pozycja wyłącznie dla czytelników zainteresowanych Gombrowiczem. Jeżeli nie interesuje cię ten pisarz, to nawet nie próbuj po nią sięgać, bo i tak jej nie przeczytasz. A wszystkim wydawnictwom radzę uważniej planować strategię reklamową, by promocja książki nie została skwitowana stwierdzeniem 'wiele hałasu o nic'.

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Lekko, łatwo i przyjemnie



Odpoczynek od lektur ambitnych z kolejną książką z mojego wakacyjnego stosu (część sponsorowana przez wydawnictwo Znak). Ostatnio pewna osoba wyraziła zdziwienie, gdy zaprezentowałam jej książki, z jakimi zamierzam się zmierzyć w te wakacje - że są takie ambitne, a latem to czyta się coś łatwego, lekkiego i przyjemnego. No to proszę bardzo, przyszedł moment na coś bardziej pasującego do pory roku.

Mendoza pisarzem wybitnym nie jest i nie dziwię się, że spora grupa czytelników za nim nie przepada. Mi jednak jego poczucie humoru przypadło do gustu i od czasu do czasu lubię sobie sięgnąć po którąś z jego książek. Czasami należy przeczytać coś mniej ambitnego. Tak dla zachowania higieny psychicznej.

(Co nie znaczy, że od razu należy sięgnąć po „Pięćdziesiąt twarzy Greya” – to ma być miły odpoczynek, a nie tortury. Chyba, że ktoś jest czytelnikiem-masochistą ;).

sobota, 10 sierpnia 2013

Dla kogo Nagroda Nobla 2013?



Żar leje się z nieba, brak siły na cokolwiek (łącznie z pisaniem recenzji). Nic tylko sączyć kawę schłodzoną kostkami lodu i pogrążyć się w lekturze.

Oz wielkim pisarzem jest i od jakiegoś czasu mówi się, że powinien dostać Nobla. Lata mijają, Oz się starzeje, a Nobel wciąż omija go szerokim łukiem. Czy uda się mu w tym roku? Z ciekawości oderwałam się od Scen z życia wiejskiego i sprawdziłam, na kogo w tym roku stawiają bukmacherzy.  Wyniki zaskakujące raczej nie są.

Zdecydowanym faworytem jest dość dobrze znany i lubiany w naszym kraju Haruki Murakami, który, o ile pamięć mnie nie myli, nie pojawia się po raz pierwszy na tej liście. Duże szanse ma również Joyce Carol Oates, amerykańska pisarka specjalizująca się w thrillerach i horrorach oraz Węgier Peter Nadas. Co ciekawe, na liście pojawiają się nazwiska dwóch literatów, którzy niedawno ogłosili zakończenie kariery – Philipa Rotha oraz Alice Munro. Znaleźli się tam również, znany z popularnej ostatnio Drogi, czy z zekranizowanego To nie jest kraj dla starych ludzi, Cormac McCarthy, feministyczna Margaret Atwood, autor 49 idzie pod młotek Thomas Pynchon oraz oczywiście Amos Oz. Typowane są również osoby mniej znane w Polsce, jak chociażby pochodzący z Korei Południowej poeta Ko Un, algierska powieściopisarka Assia Djebar, syryjski poeta Adonis (!), czy Włoszka Dacia Maraini.

Oczywiście lista nazwisk typowanych jest znacznie dłuższa i czasami pojawiają się na niej dość zaskakujące propozycje. Kto zdobędzie tą zaszczytną nagrodę dowiemy się już/dopiero w październiku. Nie zdziwię się, jeśli kapituła postawi na nazwisko, które nie zostało wymienione powyżej.
A wy kogo typujecie?

Zapowiedzi!

Czyli subiektywny wybór zapowiedzi wydawniczych, które będą miały swoją premierę w przeciągu najbliższych miesięcy:

Ostatnie rozdanie

Wiesław Myśliwski - Ostatnie rozdanie (Znak)
09.09.2013

Dwukrotny laureat Nike, Władysław Myśliwski, powraca z nową powieścią. Wiem, wiem, nie wszyscy za nim przepadają. No cóż, nie da się ukryć, iż jest to pisarz starej daty, który w dodatku pisze o czasach tak zamierzchłych, jak II Wojna Światowa i z lubością umieszcza akcję swoich książek na prowincji. Czy jego najnowsza propozycja również podąży tym schematem? Póki co miałam jedynie styczność z bardzo lakonicznymi notami dotyczącymi owej książki. Na stronie wydawnictwa możemy przeczytać, iż jest to powieść filozoficzna i wielowymiarowa, której tematem jest człowiek i ludzki los zawieszony między przypadkiem a koniecznością.Cokolwiek to będzie, wiem jedno - pan Myśliwski nominację do przyszłorocznej edycji Nike ma już w kieszeni.

http://czarne.com.pl/uploads/book/cover/543/springer_wanna.jpg

Filip Springer - Wanna z kolumnadą (Czarne)
25.09.2013

O tej pozycji już wspominałam. Na facebooku powstał już oficjalny profil dedykowany powyższej publikacji. Polecam przejrzeć opublikowane tam zdjęcia i popaść w zadumę, nad kondycją architektoniczną i planowania przestrzennego na terenie Polski.


Indie. Miliony zbuntowanych - Vidiadhar S. Naipaul

V.S. Naipaul - Indie. Miliony zbuntowanych (Czarne)
październik 2013

Jest tylko jeden kraj, który już od wielu lat fascynuje mnie bardziej, niż Rosji - Indie. Dlatego też z otwartymi ramionami witam każdą kolejną publikację, dotyczącą tego rejonu. Opis na stronie wydawnictwa głosi:

Podróżując przez kolejne indyjskie metropolie – Bombaj, Madras, Kalkutę i Delhi – Naipaul tworzy mieniący się niczym w kalejdoskopie, wielopłaszczyznowy obraz tego niezwykłego kraju, pędzącego ku zmianom, a jednocześnie zatrzymanego w czasie. Oddaje w ręce czytelników swój dziennik z podróży pełen refleksji i spostrzeżeń dotyczących religii, kast i klas w momencie, gdy idee wolnościowe wstrząsają dotychczasowym ładem.

Zapowiada się ciekawie. Mam nadzieję, że znajdę tam coś wykraczającego poza standardowe informacje, powtarzające się jak mantra w każdej podobnej publikacji.


http://terrypratchett.co.uk/wp-content/uploads/2013/08/Raising-Steam-temp-195x300.jpg

Terry Pratchett - Raising Steam
07.11.2013

Czterdziesta odsłona serii Świat Dysku. Oprócz tytułu, okładki i daty premiery nie wiadomo nic więcej na jej temat. Mam nadzieję, że nie przyjdzie nam zbyt długo czekać na polskie tłumaczenie.

WZNOWIENIA
 

Szczepan Twardoch - Wieczny Grunwald. Powieść zza końca czasów (Wydawnictwo Literackie)
październik 2013
Czyli coś dla fanów Morfiny...

Wszystko zaczyna się od gwałtu króla Kazimierza na czternastoletniej córce norymberskiego kupca. Gdy królewski bękart przychodzi na świat, jego ojciec już nie żyje. Paszko zamieszkuje w domu publicznym, do którego trafia jego matka. Kiedy również ona umiera, chłopiec za cały majątek ma mały nóż, który już ubrudził krwią, i chustę z królewskim „K” — jedyny symbol swojego pochodzenia. Wyrusza w drogę, która zaprowadzi go na pola grunwaldzkie. A wszystko, by  dowiedzieć się, kim jest: „bastertem królewskim” czy „kurwim synem”? Rycerzem czy mordercą? Polakiem czy Niemcem? Nieszczęsnym indywidualistą czy pospolitą zabawką w rękach historii?
 

Ignacy Karpowicz - Cud (Wydawnictwo Literackie)
wrzesień 2013

... oraz dla tych, którym do gustu przypadły wydane niedawno Ości

Anna ma 31 lat. Zawodowo jest neurologiem, a prywatnie atrakcyjną (ma nadzieję, że nadal jeszcze), samotną kobietą (z naciskiem na samotną). Mimo że ekscentryczności i wyobraźni mogłaby jej pozazdrościć sama Ally McBeal, w jej życiu nie dzieje się nic szczególnego — matka spiskuje przeciwko władzom spółdzielni, szef marzy o zdarciu z niej kitla, a sąsiad stale zajmuje j e j miejsce parkingowe.

Wszystko zmienia się pewnego zwyczajnego dnia (poniedziałek), w zwyczajnym miesiącu (czerwiec), na jednej z warszawskich ulic… Następnego wieczoru Anna wprowadza się do Mikołaja. Zakłada jego szlafrok, podkrada mu perfumy i podbiera z szafy wyprasowane koszule. Przypadła również do gustu jego ukochanej babci. Jest tylko jeden problem — Mikołaj nie żyje. To znaczy nie oddycha, ale i nie stygnie…
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...