niedziela, 30 czerwca 2013

Nominacja do Nike #7

Okładki nie ma (biblioteka nie dała), ale za to jest mocha @ Coffeeheaven (Łódź)
 
Czas na kolejną pozycję nominowaną do Nike (mój ‘wakacyjny stos’ w dalszym ciągu zbiera kurz).

Tym razem zabrałam się za Dziennik Jerzego Pilcha. Przyzwyczaiłam się, że większość wydawanych obecnie dzienników czy wspomnień opisuje czasy, których pamiętać nie mogę i o których wciąż tak mało wiem. Nie czuję się w żaden sposób związana z ich zawartością. Tymczasem Pilch w swoim Dzienniku odnotowuje wydarzenia, które miały miejsce w latach 2010-2011. Wydarzenia, w których brałam udział, których w mniejszym bądź większym stopniu doświadczyłam. Spadający samolot, wojna o krzyż, czy mundial – doskonale to wszystko pamiętam. Dlatego czyta mi się to trochę dziwnie, co chwilę się zatrzymuję i przywołuję w pamięci tamte dni. Strasznie nostalgicznie do tego podchodzę, chyba zupełnie niepotrzebnie.

A jeśli o 'wojnę krzyżową AD 2010' chodzi – to nie jest lektura dla zwolenników wszelkich teorii spiskowych związanych z rzekomym zamachem w Smoleńsku. Przykro mi, ale te osoby mogą poczuć lekką frustrację w trakcie lektury. Pilcha niby oficjalnie polityka nie interesuje, ale na ten temat swoje zdanie ma.

sobota, 29 czerwca 2013

Opowiadania


Autor: Marek Hłasko
Państwowy Instytut Wydawniczy, 2000

Po Opowiadania Hłaski sięgnęłam z dwóch powodów: po pierwsze – byłam niesłychanie ciekawa, o czym i jak pisał przyjaciel Komedy, po drugie – obejrzałam Pętlę, film w reżyserii pana Wojciecha Hasa z niesamowitym Gustawem Holoubkiem, który oparty został właśnie na jednym z opowiadań znajdujących się w tym zbiorze.

Opowiadania - Marek HłaskoO czym pisze Hłasko? O życiu w erze komunizmu. O tym, jak ciężko było odnaleźć się młodym w latach pięćdziesiątych minionego wieku. Czasach, w których echa wojny spotykają się z szarą, podporządkowaną systemowi teraźniejszością. Świat przedstawiony przez Hłaskę przesycony jest cynizmem oraz pesymizmem. Młodzi nie mogą znaleźć miejsca, w którym mogliby spokojnie pobyć ze sobą sam na sam. Doskwiera im brak własnych mieszkań, otaczają ich ciekawscy podglądacze. Jedyną rozrywką zdaje się być dla nich pobyt w różnego rodzaju knajpach, gdzie większość z nich powoli, ale systematycznie pogłębia swoje uzależnienie od alkoholu. Żadne opowiadanie nie kończy się dobrze, bo to nie był ani czas ani miejsce na dobre zakończenia.

Tak też jest w wypadku wspomnianej już przeze mnie Pętli. Główny bohater, Kuba, jest gotowy, by zerwać z nałogiem. Chce wybrać się do lekarza, który przepisze mu stosowne lekarstwo. Niestety, musi poczekać do godziny 18:00, na nadejście swojej partnerki. Czas dłuży się niemiłosiernie. Telefon non stop wydzwania, raz po raz przypominając mu głosem jego znajomych o nałogu. Na zewnątrz jest nie lepiej. Wszędzie pijacy, wszyscy rozmawiają o alkoholu, wszyscy alkohol mu proponują. Nic więc dziwnego, że główny bohater w końcu ulega, ponosi klęskę. To jednak nie koniec. Nie, zakończenie jest utrzymane w nastroju jeszcze większej bezradności i rezygnacji. To naprawdę wnikliwe studium osoby uzależnionej, jej próby walki z nałogiem, która niestety bez odpowiedniego wsparcia z góry skazana jest na przegraną. Niby minęło już pół wieku od powstania tego tekstu, ale nie stracił on nic na swojej aktualności.

Gustaw Holoubek, Helena Makowska-Fijewska oraz Tadeusz Fijewski - kadr z filmu "Pętla"

Nieco innym opowiadaniem są Cmentarze. Tutaj wyjątkowo bohaterem jest już dojrzały mężczyzna, Franciszek Kowalski – obecnie przykładny członek partii, kiedyś partyzant. Franciszek w czasie spotkania z dawnym znajomym wypił o jeden kieliszek za dużo, a to jak już wiemy do niczego dobrego nie prowadzi. Bohater wracając do domu na lekkim rauszu ośmiela się zwrócić do przedstawicieli milicji słowami ‘sami jesteście zalani’ i w tym momencie zaczyna się jego gehenna. Ta z pozoru niewinna zaczepka nieco podpitego obywatela urasta nagle do rangi obrazy całego systemu. Aresztowanie, oskarżenie, wyrzucenie z partii. To dopiero początek. Franciszek decyduje się na szukanie pomocy u swoich dawnych znajomych z czasów partyzantki, przecież oni wiedzą, że z niego to tak naprawdę jest porządny człowiek, na pewno się za nim wstawią.  Niestety, nie jest to takie proste.  Chodząc tak od Annasza do Kajfasza nasz bohater zaczyna wątpić, czy naprawdę wierzy w idee komunizmu. Cmentarze to taki polski Proces Kafki – krótszy, mniej skomplikowany a przez to i łatwiejszy w odbiorze.

Pozostałe opowiadania, jak to zwykle bywa, utrzymane są na różnym poziomie. Polecam Ósmy dzień tygodnia oraz W dzień śmierci jego. Resztę również warto przeczytać, zwłaszcza, że są to wyjątkowo krótkie opowiadania (i być może dlatego wywarły na mnie mniejsze wrażenie – ledwie zaczyna się nawiązywać akcja a już następuje koniec) ale również treściwe. Ich lekturę radzę sobie jednak dozować, w przeciwnym razie można poczuć lekką frustrację. I chociaż teksty Hłaski pod kilkoma względami się już zestarzały (inny system, inne problemy), to jednak wciąż pozostają ciekawymi opisami tego, co działo się pół wieku temu.

W skład zbioru wydanego przez Państwowy Instytut Wydawniczy weszły następujące opowiadania:
Odlatujemy w niebo / Pierwszy krok w chmurach / Najświętsze słowa naszego życia / Ósmy dzień tygodnia / Pętla / Namiętności / Krzyż / Zbieg / Cmentarze / Miesiąc Matki Boskiej / Szukając gwiazd / W dzień śmierci jego

Ps. Nigdy więcej nie napiszę recenzji książki bez posiadania fizycznej kopii pod ręką (ta, którą miałam okazję czytać niestety musiała zostać zwrócona do biblioteki). Sprawdzenie wszystkich szczegółów w internecie zajęło mi ok. 2 godziny. Strata czasu, doprawdy.

piątek, 28 czerwca 2013

Moje książki na lato 2013

Stosik na lato sponsorowany przez słowo 'życie'.
 
I tak wiem, że ich wszystkich nie przeczytam. Chciałabym ale to się niestety nie uda. Za to z pewnością sięgnę również po inne pozycje, które standardowo wypożyczę z biblioteki. W sumie ostatnio więcej wypożyczam, niż korzystam z mojej domowej kolekcji – muszę to zmienić, bo powoli zaczyna wypiętrzać mi się spory stos nieprzeczytanych książek (to, co widnieje na zdjęciu, to jedynie jego niewielka cześć).

Muszę się wreszcie zabrać za Gombrowicza. Wstyd się przyznać, ale kompletnie o nim zapomniałam. Obie książki leżą w dość widocznym miejscu a i tak ich nie zauważam. Oto co znaczy przepracowany umysł.

A wy co planujecie przeczytać tego lata?

czwartek, 27 czerwca 2013

Mokradełko


Autor: Katarzyna Surmiak-Domańska
Wydawnictwo Czarne, 2012

Nie czytam takich reportaży. Czytam zapiski o innych krajach, innych kulturach. Lubię lektury, które poszerzają moje horyzonty i od których mogę nauczyć się czegoś nowego. Dlatego po Mokradełko sięgnęłam z pewną rezerwą. Zupełnie niepotrzebną.

Główną bohaterką tego reportażu jest Halszka Opfer, autorka słynnego Kato-taty, autobiografii w której zdecydowała się wyjawić całej Polsce, że w dzieciństwie była wykorzystywana przez swojego ojca, w dodatku za przyzwoleniem swojej matki. Historia wyjątkowo bolesna, nic więc dziwnego, że Halszka zdecydowała się na taki krok. Halszka, nie-Halszka, ponieważ autorka, by chronić własną tożsamość, zdecydowała się przybrać pseudonim. Idea początkowej tajności jednak rozmyła się z momentem, w którym Halszka niespodziewanie zaczęła udzielać wywiadów i pojawiać się w telewizji. Wszyscy z jej otoczenia ją rozpoznali, wszyscy poznali prawdę i od razu wyrobili sobie odpowiednie zdanie na temat zaistniałej sytuacji. Jedni stanęli za nią murem, inni odwrócili się do niej plecami. Ojciec już nie żył, więc było mu wszystko jedno. A co z matką? Matka najzwyczajniej w świecie stwierdziła, że nie chce swojej córki znać.

Mokradełko - Surmia-Domańska KatarzynaMokradełko to podróż autorki reportażu oraz Halszki do tej obrażonej i obojętnej matki, próba nawiązania kontaktu oraz, być może, poznania odpowiedzi na pytanie, dlaczego przez tyle lat udawała, że nie widzi, co dzieje się wokół niej. Nie jest to jednak jedyny cel tego reportażu. Całość przeplatana jest wypowiedziami osób z najbliższego otoczenia Halszki, począwszy od męża i teściowej na lekarzu rodzinnym kończąc. Każdy maluje swój własny portret bohaterki – ofiary, która regularnie była molestowana przez ojca lub prowokatorki, która w dorosłym życiu nigdy nie stroniła od kontaktów seksualnych z innymi mężczyznami. Niby ukrywa się pod pseudonimem ale z drugiej strony pokazuje swoją twarz w telewizji i opowiada o tak bolesnych przeżyciach na oczach całej Polski. Mówi o sobie, że jest ofiarą (niem. Das Opfer – ofiara) ale zachowuje się zupełnie inaczej, niż na typowy przykład ofiary przystało.

Jaka jest więc naprawdę Halszka? Tego do końca nie wiemy. Katarzyna Surmiak - Domańska nie wydaje ostatecznego wyroku. Jest uczestniczką wydarzeń, towarzyszy Halszce w podróży, je obiad u jej matki i pije kawę w czasie spotkania z jej bratową, ale mimo wszystko stara się być obiektywna. I właśnie ten obiektywizm oraz wyjątkowo sprawny styl autorki sprawia, że książkę czyta się bardzo dobrze i bardzo szybko.  Przeczytanie całości zajęło mi dosłownie pół dnia, nie mogłam się od niej oderwać. Chciałam poznać prawdę o głównej bohaterce, ale nic takiego się nie wydarzyło. I bardzo dobrze.

Standardowo: czy pani Surmiak – Domańska zasłużyła na nominację? W pewnym sensie na pewno tak. Co prawda reportaży ostatnio na rynku pojawia się bardzo dużo, ale ten lekko się na ich tle wyróżnia. Nie dość, że porusza kontrowersyjną kwestię, to jeszcze czyta się go niemalże jak powieść. Czy ma szanse na wygraną? To już ciężko ocenić. Jest to reportaż dobry (może nawet bardzo dobry) ale nie jest wybitny.

Powtórzę raz jeszcze - pomysł wrzucenia wszystkich gatunków literackich do jednego worka i wyłonienie z niego zwycięzcy jest naprawdę niesprawiedliwy. Bo jak tu np. porównać reportaż z poezją? To raczej karkołomne zadanie.

Ocena: 4/5

wtorek, 25 czerwca 2013

Uczę się od Las Vegas

Uczę się od Las Vegas. Mam nadzieję, że mi pomoże zdać egzamin.

Przygotowanie do obrony trwa. Nie mam czasu ani sił na czytanie czegokolwiek oprócz artykułów naukowych (oraz tych na Wikipedii – bez niej jak bez ręki). Wyjątkiem jest to cudo przedstawione na zdjęciu powyżej. Nie spodziewałam się, że książka o założeniach architektury postmodernistycznej może być tak ciekawa (i tu sprawdza się przysłowie ‘nie osądzaj książki po okładce’). Wgląda na to, że dzięki tym wyczerpującym przygotowaniom do stoczenia walki o skromne ‘mgr’, poszerzyłam swoje grono zainteresowań. Tego się nie spodziewałam.

 Jak tylko uda mi się z tym wszystkim uporać (mam nadzieję ze skutkiem jak najbardziej pozytywnym), obiecuję nadrobić zaległości w kwestii recenzji.

sobota, 22 czerwca 2013

Nagroda Literacka Gdynia 2013 wręczona

 

Już wszystko stało się jasne. Poznaliśmy laureatów tegorocznej edycji NLG. Kogo wyróżniła kapituła?

W kategorii ‘poezja’ nagrodę otrzymał pan Andrzej Sosnowski za Sylwetki i cienie. Pozwolę sobie przytoczyć komentarz prof. Piotra Śliwińskiego:

Nagroda dla Andrzeja Sosnowskiego jest wyrazem uznania dla jego najnowszego tomu, który posiada wszystkie fascynujące właściwości tomów wcześniejszych, a jednocześnie otwiera nowe perspektywy. Obok języka, który – co oczywiste – wysuwa się na plan pierwszy, będąc dla czytelnika wyzwaniem i źródłem upajającej satysfakcji, a także szeregu odniesień egzystencjalnych, pojawiają się motywy innego rodzaju, filozoficzne, duchowe, nieomal religijne. Poezja – nie przestając być wirtuozowsko nieprzewidywalną kombinacją stylów – wyprawia się na terytoria tajemnicze, mroczne, lecz niepozbawione nadziei.

Za prozę została wyróżniona moja osobista faworytka pani Zyta Oryszyn i jej niezwykle interesująca książka Ocalenie Atlantydy. Ponownie oddam głos prof. Śliwińskiemu:

„Powieść Zyty Oryszyn urzeka zarazem fabułą o powojennych losach przesiedleńców z utraconego Wschodu na tzw. Ziemie Odzyskane, historią pełną zwrotów, przesileń, meandrów, przesyconą lekiem i urazami, jak i samym sposobem opowiadania. Zamiast monumentalnej sagi – szereg przybliżeń, w miejsce zwartej konstrukcji – wiele punktów widzenia i błyski stylu. Powieść nawiązuje do tradycji, a zarazem bardzo współcześnie wyrzeka się wielkiej narracji na rzecz tego, co możliwe – historii widzianej poprzez ludzką osobność.”
Natomiast jeśli chodzi o reportaż nagrodę otrzymała pozycja trudna, ale jak twierdzi kapituła, napisana pięknym językiem - Sprawiedliwość na końcu języka. Czytanie Waltera Benjamina autorstwa Adama Lipszyca.  Co ma na ten temat do powiedzenia prof. Śliwiński?


„Walter Benjamin jest w humanistyce współczesnej legendą, inspiracją, wyzwaniem. To wyzwanie podjął Adam Lipszyc w książce tyleż uczonej, co się zowie akademickiej, a jednocześnie pod wieloma względami literackiej. „Sprawiedliwość na końcu języka” nie tylko objaśnia myśl filozofa, eseisty, pisarza, ale – objaśniając – stara się zachować jej głęboką nieoczywistość. Lipszyc chce więc i wytłumaczyć i zachować pewien rodzaj ciemności, czy tajemniczości, ukrytej w dziele autora „Pasaży”. To stawia go przed nieomal kwadraturą koła, czyni artystą – umożliwić i ocalić Benjaminowskie niemożliwości. W rezultacie wykład jako całość imponuje klarownym układem, w trakcie zaś czytania mamy wrażenie, że badacz jak pisarz wykonuje wspaniałą pracę na własnym językiem.”

Zgodnie z tradycją przyznano również nagrodę specjalną (zwaną tutaj ‘osobną’). W tym roku trafiła ona w ręce Jacka Łukasiewicza za TR – książkę poświęconą liryce Tadeusza Różewicza. Komentarz:
„Kiedy spotykają się wielki poeta z wybitnym czytelnikiem, to skutki tego zawsze są zagadką. Wielki poeta Tadeusz Różewicz od dziesiątków lat fascynował jednego z najlepszych znawców i krytyków poezji w Polsce, Jacka Łukasiewicza. Po napisaniu licznych szkiców i recenzji, Profesor opublikował książkę, rodzaj prywatnej różewiczowskiej summy. I choć Różewicza nie da się podsumować, zamknąć w jakimś koncepcie, nawet bardzo pojemnym, to można go wspaniale, pomysłowo czytać.”

Zarówno zwycięzcom jak i wszystkim nominowanym serdecznie gratuluję i życzę dalszych sukcesów.

(A panów proszę oduczenia się brzydkiego zwyczaju trzymania ręki w kieszeni, zwłaszcza w czasie tak uroczystej okazji. Kochani, tak po prostu nie wypada.)

Jeżeli chodzi o samą organizację gali, to nie mam na co narzekać. Było ściśle, zwięźle i na temat. Bez niepotrzebnego patosu. Była ładna muzyka jazzowa, były ładne interpretacje. Wszystko jak należy.

Ważną informacją jest to, że w przyszłym roku pojawi się nowa kategoria, w której zostaną nagrodzeni tłumacze za najlepszy przekład. Niezmiernie się cieszę z tego powodu, ponieważ wypadałoby wreszcie docenić wysiłek osoby, która jakby nie było, pisze daną książkę jeszcze raz, na nowo. Tłumacz może książkę popsuć i uczynić ją praktycznie nie nadającą się do czytania lub wręcz przeciwnie, dzięki swoim zdolnościom przewyższyć styl autora.

Jeśli ktoś przegapił dzisiejszą galę, nie ma się czym przejmować. Znając życie pojawi się ona wkrótce w całości na youtube. Warto wygospodarować te 1,5 godziny i ją obejrzeć, ot chociażby dla pewnych wrażeń estetycznych.

Ps. Nie ma to jak w chwili odpoczynku od nauki do obrony pracy magisterskiej zobaczyć na ekranie postać swojego promotora.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...