piątek, 31 maja 2013

Cwaniary


Autor: Sylwia Chutnik
Świat Książki, 2012

Cwaniary widuję często. Stoją na przystanku, czekają na kolejny tramwaj. Farbowany włos (blondynki na czarno, brunetki na blond), mocno pomazane czarną kredką oczy, nienaturalnie brązowa bądź trupio blada cera. Obcisły top opinający nie tylko biust ale i wstydliwą oponkę na brzuszku. Lekko przetarte dżinsy i znoszone obuwie. Chowają się w bramie, leniwie zaciągając się papierosem. Od czasu do czasu wybuchają głośnym śmiechem, koniecznie poprzedzonym ‘o kur!’ bądź ‘ja pier!’. Czasami towarzyszą im osobniki płci męskiej z nadmiarem tkanki mięśniowej i niedoborem włosów na głowie, którzy zdecydowali się ochronić te damy przed spojrzeniami innych przedstawicieli tego samego gatunku. Ładują się do tramwaju. Co dalej się dzieje nie wiem, nigdy nie wsiadam do tego samego wagonu. Tak na wszelki wypadek.

Cwaniary - Chutnik SylwiaCwaniary Sylwii Chutnik wywodzą się niby z tej samej rodziny ale jednak ewoluowały. One nie potrzebują już męskiej obrony, potrafią zadbać o siebie same. Chodzą po okolicy i wymierzają sprawiedliwość za pomocą swoich pięści oraz poręcznych akcesoriów. Nie zajmują się lekkimi pobiciami, bowiem jeżeli mają ku temu odpowiedni powód mogą delikwenta porządnie uszkodzić. Nie zaczepiaj ich, bo oberwiesz.

Te walecznie panie to zbiór różnych postaci. Jest tutaj ciężarna Halina, od niedawna wdowa. Towarzyszą jej nieszczęśliwa w miłości Celina, okładana pięściami przez męża Stefania oraz zmagająca się z chorobą nowotworową Bronka, której stan konta przekracza sumę pieniędzy posiadaną przez pozostałe trzy koleżanki. Żadna z nich nie może nazwać swoje życie szczęśliwym, każda żyje w cieniu wszechobecnej śmierci. I tylko w walce mogą odreagować życiowe niepowodzenia, przez chwilę mogą poczuć, że to one są górą.

Wbrew temu, co często słyszy się na temat tej książki, nie jest to powieść ‘zabawna’. Owszem, zdarzają się momenty komiczne ale wydźwięk całości jest jednak przygnębiający. Varga w Trocinach zaprezentował nam portret Polaków widziany oczami wiecznie narzekającego komiwojażera. Chutnik natomiast skupia się na życiu grupy społecznej, z którą na co dzień raczej nie chcemy mieć nic wspólnego. To już nawet nie jest tzw. ‘Polska B’, ja raczej określiłabym ją mianem ‘Polski C’ – chuligańsko-cwaniackiej. Nagle okazuje się, że zarówno sięgające dna cwaniary jak i zamożniejszy od nich komiwojażer mają ze sobą więcej wspólnego, niż moglibyśmy przypuszczać. I Chutnik i Varga eksponują w swoich tekstach motyw śmierci - gwałtownego, niespodziewanego odejścia z tego świata. Śmierci zadawanej sobie, śmierci wymierzonej w innych.

Jestem ciekawa, co o Cwaniarach myślą panowie, bowiem w tej książce płeć męska nie ma najłatwiejszego życia. To kobiety są górą, one są silne i wymierzają sprawiedliwość. Tzw. płeć brzydka dzieli się tutaj na dwa gatunki: oprawców i ofiar. Oprawcy to typowe czarne charaktery, biją, gwałcą, oszukują. Działają wbrew zasadom, ich akcje wymierzone są przeciwko naszym bohaterkom. Tych osobników należy namierzyć i unieszkodliwić tak, by już nigdy więcej nic złego nie byli w stanie zrobić. Drugi gatunek to typowe ofiary losu, osobnicy lekko szaleni ale jednak opowiadający się po stronie Cwaniar. Jedyny prawdziwy mężczyzna, mityczny bohater, to Antek, zamordowany ukochany Heleny. Chutnik zdaje się komunikować, że prawdziwych mężczyzn już nie ma, ich rolę muszą przejąć nowe, twarde i odporne na ból fizyczny kobiety. Teza odważna aczkolwiek nie nowatorska. To samo słyszymy już od lat od palących staniki bojowniczek o prawa kobiet.

Czy Cwaniary zasłużyły na nominację do Nike? Myślę, że tak. Jest to proza napisana z pomysłem, językowo jest tutaj całkiem ciekawie. Czyta się pozornie przyjemnie ale jednak całość jest raczej dołująca i zmusza do pewnego rodzaju refleksji.
Czy Cwaniary powinny wygrać? Tego już nie jestem pewna. Mam wrażenie, że Chutnik chciała zamknąć wszystkie nieszczęścia tego świata, wątek przygodowy oraz garść rozważań filozoficznych na zaledwie 235 stronach. W trakcie lektury czułam na przemian przesyt i niedosyt. Bo jednak można było niektóre wątki pominąć a ich kosztem rozwinąć pozostałe.

U mnie Cwaniary jednak przegrywają z Trocinami.

Ocena: 4/5

czwartek, 30 maja 2013

Howards End


Autor: E. M. Forster
Świat Książki, 2009

Anglia, początek XX wieku. Czas niezwykle ciekawy, powiedziałabym nawet – przełomowy. Z jednej strony ludzie wciąż pozostają wierni ideałom wiktoriańskim, dostosowując swoje życie do zasad sztywnej etykiety i respektując wszelkiego rodzaju podziały. W tym samym momencie powoli rodzą się i rozprzestrzeniają całkiem nowe zasady, dobrze znajome nam z naszego codziennego życia. Emancypacja zaczyna przybierać na sile, postępuje proces urbanizacji a na drogach pojawiają się pierwsze samochody

Powrót do Howards End - Właśnie w tym przełomowym momencie rozgrywa się akcja Howards End. To historia w którą uwikłane są trzy rodziny: familia Wilcox, rodzeństwo Schlegel oraz małżeństwo Bast. Każda z nichreprezentuje oczywiście inną warstwę społeczną. I tak pierwsza rodzina to bogaci kapitaliści, którzy na brak środków do życia raczej nie mogą narzekać. W trakcie lektury pogubiłam się w ilości ‘domostw’, w których mieszkali. Trochę tu, trochę tam, w zależności od upodobań właścicieli. Poruszają się oczywiście samochodem, mają służbę. Schlegel to natomiast intelektualiści. Siostry Margaret i Helen udzielają się w klubie dyskusyjnym, gdzie zamiast dzielić się z innymi kobietami przepisami na babeczki, wymieniają poglądy na temat kwestii finansowych. Ich brat natomiast, jak na prawdziwego erudytę przystało, przez większą część powieści nie rozstaje się z podręcznikiem do nauki chińskiego. Ostatnia rodzina to przedstawiciele tzw. niższej klasy średniej. On ma problemy z pracą, ona z przeszłością. Oczywiście losy wszystkich trzech rodzin krzyżują się, przeplatają i uzupełniają. Jak? Proszę przeczytać, ja tradycyjnie nie opowiadam treści. Po prostu się do tego nie nadaję.

Słowo o kobietach i społeczeństwie. (spoiler)

W czasie lektury nie mogłam przestać porównywać tej książki do czytanego na początku miesiąca Portretu damy, który powstał kilka dekad wcześniej. Obie pozycje wysuwają na pierwszy plan rolę kobiety w społeczeństwie. Oczywiście w XX-wiecznym Howards End główne bohaterki cieszyły się większą niezależnością niż ich poprzedniczki w XIX wieku, chociaż i tam znaczna część kobiet egzystuje w oderwaniu od mężczyzn. Mimo to zakończenie jest to samo – chociaż główne bohaterki nie są szczęśliwe w związkach, nie odchodzą od swoich mężów ale zostają przy nich. Co prawda o dalszych losach Isabel nic nie wiemy, jednak ciężko jest mi uwierzyć w szczęśliwe zakończenie jej historii. Za to w przypadku Margaret ten wybór okazuje się być jak najbardziej trafny, Henry sporządza testament, w którym odpisuje jej Howards End, jej wymarzony dom. Pierwiastek kobiecy dominuje, bowiem potępiona Helen również osiada w owym domostwie. Można by powiedzieć, że zwycięstwo odnoszą również intelektualiści, jednak jest to mylny wniosek. Tak naprawdę zwycięża brak podziału klasowego. Po śmierci bezdzietnej Margaret dom ma odziedziczyć syn Helen, owoc uczucia zrodzonego pomiędzy nią a Leonardem Bastem, element łączący obie klasy. Według Forstera to właśnie do takich ludzi należeć będzie przyszłość Wielkiej Brytanii. Niestety, na zanik podziału klasowego trzeba było czekać jeszcze 50 lat, choć i dzisiaj jego echa w wciąż zauważalne są w społeczeństwie brytyjskim.

*koniec zdradzania zakończenia, można czytać dalej*

Howards End jest powieścią ciekawą dla tych, którzy pragną prześledzić zmiany zachodzące w społeczeństwie brytyjskim na przełomie XIX i XX wieku (szczególnie polecam wszystkim zainteresowanym gender studies). Jednak żeby czerpać pełną przyjemność z czytania wypada mieć pojęcie o tym, co działo się w owym czasie w Wielkiej Brytanii. Bez tej wiedzy książkę można przeczytać, być może nawet z przyjemnością, ale niestety bez zrozumienia, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi.

środa, 29 maja 2013

Cwaniary i urodzinowa 'mint chocolate'

Zdrowaś, cwaniaro, łaskiś pełna, dasz radę. Błogosławionaś ty między samochodami, między tramwajami, a siła twojej pięści wielka.

Czas na drugą książkę nominowaną do Nike. Tym razem wybór* padł na Cwaniary Sylwii Chutnik. Trochę się tej lektury obawiałam ale raczej niepotrzebnie. Jak na razie czyta się zaskakująco dobrze. Tylko stanowczo zbyt szybko!

*Tak naprawdę wyboru żadnego nie miałam. Pozostałe pozycje są albo wypożyczone albo brak ich w bibliotekach. To dziwne ale w żadnej z 'moich' bibliotek nie mogę znaleźć Szopki. W wynikach wyszukiwania pokazuje się cała masa różnorakich szopek ale żadna z nich niestety nie została stworzona przez Zośkę Papużankę.

Prezent urodzinowy




Przez najbliższe kilka tygodni raczej nie będę mogła narzekać na deficyt materiałów do czytania i analizowania.

poniedziałek, 27 maja 2013

Martin Amis ponownie pisze o Auschwitz



„Jak zauważył Amis w rozmowie z „Financial Times”, oprócz m.in. więźniów i strażników w Auschwitz „była zupełnie inna warstwa, składająca się z żon oficerów SS, w tym żony komendanta, która prowadziła całkiem dobrze rozwinięte życie towarzyskie – mieli teatr i wieczorki taneczne”. Prace nad powieścią rozpoczęły się, gdy autor wpadł na pomysł, że pomiędzy żoną komendanta obozu a bratankiem Martina Bormanna, osobistego sekretarz Hitlera, który był kimś w rodzaju oficera łącznikowego i zarazem przeciwnikiem reżimu, narodziła się miłość od pierwszego wejrzenia.”

Zapowiada się ciekawie.

A przy okazji polecam inną książkę tego autora, wspomnianą w dalszej części cytowanego artykułu. Strzała czasu (Time's Arrow) to pozycja zdecydowanie warta przeczytania. Przez każdego. I może nie tyle ze względu na treść ale przede wszystkim na jej formę. Sposób w jaki skonstruowana jest narracja i w jaki rozwijają się wydarzenia jest naprawdę ciekawy i raczej rzadko spotykany. Nic więcej nie zdradzę, nie będę psuć wam przyjemności czytania.

(Sama miałam ją popsutą. Dopiero co zaczęłam czytać Strzałę czasu a tutaj niespodziewanie na seminarium nawiązała się dyskusja na jej temat. Oczywiście zostało powiedziane o niej dosłownie wszystko, łącznie z zakończeniem. Nie powiem, żebym była z tego powodu zadowolona.)


niedziela, 26 maja 2013

Trociny


Autor: Krzystof Varga
Wydawnictwo Czarne, 2012

Pierwsza z serii książek nominowanych do Nike.

Podchodziłam do tej lektury z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony słyszałam o niej dużo dobrego ale perspektywa przeczytania 367 stron rozmyślań pięćdziesięcioletniego mężczyzny nie napawała mnie zbytnim optymizmem. Obawy nasiliły się po pobieżnym przekartkowaniu książki i odkryciu, że w całym tekście nie ma ani jednego dialogu. Chcąc nie chcąc rozpoczęłam lekturę i już po kilku pierwszych stronach pozbyłam się wszelkich uprzedzeń.

Trociny - Varga KrzysztofTrociny to zapis rozmyślań Piotra, pięćdziesięcioletniego komiwojażera, który utknął w pociągu na trasie do Wrocławia.  Jednak nie oznacza to wcale, że jesteśmy zamknięci w jednej przestrzeni. Wręcz przeciwnie, Piotr w swoich rozmyślaniach w nieco chaotyczny sposób pokazuje nam historię swojego dotychczasowego życia. Nie są to jednak sentymentalne wspomnienia, próżno tutaj szukać tęsknoty za minionymi dniami. Nasz bohater darzy negatywnymi uczuciami wszystko i wszystkich – swoich rodziców, byłą żonę, współpracowników, polską wieś, religię itd. Na palcach jednej ręki można policzyć to, co sprawia mu przyjemność.

Treść tej książki to tak naprawdę krytyczne spojrzenie na Polskę i polskość. Zarówno tą tradycyjną, jak i tą nowoczesną. Autor za pomocą swojego bohatera demaskuje wiele cech typowych dla przeciętnego, wręcz stereotypowego Polaka. Znajdziemy tutaj kilka słów o katolicyzmie, miłości do sportu a nawet komentarz dotyczącey polskiej kuchni. Wiele razy podczas lektury uśmiechałam się i myślałam ‘prawda, to dokładnie tak wygląda’, czasami jednak czerwieniłam się ze wstydu. W tym strumieniu narzekań każdy niestety znajdzie również coś o sobie. A skoro już o narzekaniu mowa – pomimo ogromniej niechęci do Polski, nasz główny bohater wprost emanuje jedną z najbardziej polskich cech – ciągłym wyrażaniem niezadowolenia z życia. Chcąc nie chcąc jest Polakiem, mieszka w Polsce i jest wprost przesiąknięty polskością. I chociaż nie wiem, jak mocno by się tego wypierał, nie uda mu się tej cechy pozbyć. Ma ją już zapisaną w genach.

Trociny to nie tylko książka ciekawa ale również bardzo dobrze napisana. Autor, w tym skąd inąd anty-Polskim tekście, robi doskonały użytek z języka polskiego. Język Vargi jest dość bogaty, pojawia się tutaj sporo zadziwiających ale jednak niezwykle trafnych porównań oraz metafor. Mimo że tekst ma formę monologu wewnętrznego i niektóre zdania ciągną się prawie przez pół strony, całość czyta się bardzo płynnie. Na pochwałę zasługuje również umiejętne sterowanie naszymi uczuciami względem głównego bohatera. Przez większą część książki nie darzymy go zbyt wielką sympatią, później przez chwilę mu współczujemy aż w końcu… No właśnie, koniec jest wyjątkowo zaskakujący. Jednym przypadnie do gustu, innym nie. Mnie wprawił w zakłopotanie, poczułam się, jakby ktoś podrzucił mi kukułcze jajo, z którym jeszcze nie wiem, co zrobić. I w sumie nie wydaje mi się, żebym szybko znalazła wyjście z tej sytuacji.

Ta książka Vargi to lektura wyjątkowa. Nie dość, że czyta się ją bardzo dobrze, to jeszcze zmusza do refleksji. Nie ma chyba osoby, która po przeczytaniu całości stwierdziłaby ‘mnie to nie dotyczy’ i szybko by o niej zapomniała. Nie dziwię się, że Varga dostał za nią nominację do nagrody Nike, bo z pewnością sobie na to zasłużył. A co najważniejsze, jest to tekst ponadczasowy. Za kilkanaście lat być może przybędzie w nim kilka przypisów ale treść pozostanie wciąż aktualna. Chociaż nie jestem pewna, czy to jest akurat powód do radości.

piątek, 24 maja 2013

Bestsellery – Empik (24.05.2013)

Pierwsza piątka obecnie najlepiej sprzedających się książek w Empiku.

1. Kronos – Witold Gombrowicz – o tej książce słyszał chyba każdy. Kronos atakuje mnie przy wejściu do każdej księgarni, gdzie egzemplarze tego ‘sekretnego pamiętnika’ piętrzą się na wystawach tworząc piaskowe piramidy z pogrzebaną duszą pisarza w środku. Doceniam gest pani Rity, która zdecydowała się wreszcie upublicznić zapiski męża, zwłaszcza że, jak wieść gminna głosi, są one momentami dość intymne. No cóż, prawdopodobnie ta wielokrotnie podkreślana ‘intymność’ sprawiła, że Kronos od kilku dni okupuje pierwsze miejsce różnorakich zestawień najbardziej rozchwytywanych książek w Polsce. Ludzie chcą przeczytać opisy życia seksualnego tego sławnego pisarza, które wypełniały kontakty zarówno z kobietami jak i z mężczyznami. Obawiam się jednak, że wielu czytelników może się rozczarować. Kronos to nie jest typowe dzieło literackie, które czyta się z wypiekami na twarzy. Przykro mi. Ja traktuje ten dziennik jako ciekawostkę literacką, coś co każdy zainteresowany postacią Gombrowicza powinien mieć w swojej biblioteczce. Żądna sensacji masa może sobie tę pozycję spokojnie odpuścić.


2. Tańcząca Eurydyka. Anna German we wspomnieniach - Pryzwan Mariola  – czyli moda na Annę German trwa. Polacy, za sprawą rosyjskiego serialu przedstawiającego życie tej piosenkarki, przypomnieli sobie, że kiedyś istniała taka artystka o niesłychanie pięknym głosie. Ponieważ serial cieszył się rekordową oglądalnością, na półkach sklepowych momentalnie zagościły reedycje płyt pani German oraz kompilacje jej największych przebojów. Świat literatury nie pozostał w tyle i biografowie zaczęli spisywać dzieje tej zapomnianej piosenkarki. Tańcząca Eurydyka do już druga książka autorstwa pani  Pryzwan – w pierwszej Anna German mówiła o sobie, teraz mówią o niej inni. Będzie część trzecia?

Kalendarzyk niemałżeński - Młynarska Paulina, Wellman Dorota
3. Kalendarzyk niemałżeński - Młynarska Paulina, Wellman Dorota  – kolejna książka należąca do gatunku ‘celebryci wiedzą najlepiej’. Niestety, cześć społeczeństwa z nieznanych mi powodów lgnie do tego typu literatury, która w zastraszającym tempie zalewa rynek, zagrzebując pod warstwą intelektualnego mułu książki wybitne i naprawdę warte przeczytania.

Dzieciaki świata - Wojciechowska Martyna
4. Dzieciaki świata - Wojciechowska Martyna  – dobry prezent na dzień dziecka. Nasza pociecha dostanie ładnie wydaną, kolorową książkę z której będzie miała okazję się czegoś dowiedzieć o świecie. Połączenie przyjemnego z pożytecznym.

Chustka - Sałyga Joanna
5. Chustka - Sałyga Joanna  – książka traktująca o walce z rakiem. Walce niestety przegranej. Nie od dzisiaj wiadomo, że ludzie lubią czytać o nieszczęściu innych. Nie po to, by współczuć ale by pocieszyć się, że ich własne życie nie jest aż tak beznadziejne, jak im się wydaje.

W dalszym ciągu pierwsze miejsca najczęściej kupowanych książek okupują pozycje mało ambitne (pojawienie się Kronos na pierwszym miejscu to zwyczajny efekt szumu medialnego). Doceniam fakt, że w pierwszej piątce nie ma nic związanego z Pięćdziesiąt Twarzy Greya. Czyżby był to jedynie krótkotrwały trend? Mam taką nadzieję.

środa, 22 maja 2013


Niania Ogg zerknęła na babcię.
-Zauważyłam, że rozmawiałaś z głównym drwalem. O czym mówiliście?
- O trocinach.
(Wyprawa czarownic T. Pratchett)


Miałam zacząć od Morfiny ale tak jak się spodziewałam – we wszystkich bibliotekach jest rozchwytywana. Dlatego na pierwszy ogień idzie Krzysztof Varga i jego Trociny.

Pierwsze wrażenie pozytywne.

Wyprawa czarownic

Wyprawa czarownic - Pratchett Terry
Nie samymi ‘poważnymi’ książkami człowiek żyje. Od czasu do czasu powinno się przegryźć tzw. literaturę piękną czymś lekkostrawnym. Nie mówię, żeby od razu rzucać się na Pięćdziesiąt twarzy Greya, bo to może wywołać nie tylko ból brzucha ale i objawy zbliżone do grypy żołądkowej. Nie, ja polecam coś lekkiego ale pozostającego wciąż w granicach dobrego smaku. Ot chociażby takiego Pratchetta i jego „Świat Dysku”.

Wiem, większość od razu kręci głowami mówiąc ‘nic z tego, nie lubię fantastyki’. Bez obaw drodzy przyjaciele! Owszem, Pratchett umiejscowił akcję swoich powieści w świecie zamieszkałym przez magów, czarownice, krasnoludy i tym podobne fantastyczne stworzenia ale to akurat nie gra tutaj głównej roli. Autor za pomocą tego fikcyjnego świata komentuje zjawiska, które są jak najbardziej związane z rzeczywistością w której my żyjemy – religię, politykę, komercyjny styl życia. A to wszystko podaje nam w postaci niezwykle lekkiej i zabawnej opowieści.

Ad rem!
Właśnie skończyłam czytać Wyprawę Czarownic. No cóż, nie będę ukrywać, że cykl o Czarownicach z Lancre nie należy do moich ulubionych. Nie wiem dlaczego ale tytułowe bohaterki nie wzbudziły we mnie takiej sympatii jak szaleni magowie czy członkowie Straży Miejskiej. Nie zmienia to jednak faktu, że i ten tom czytało mi się przyjemnie. Tym razem Pratchett skupił się na turystyce (myślę, że tytuł oryginału Witches Abroad jeszcze wyraźniej to podkreśla) oraz na świecie baśni. Tytułowe wiedźmy wywracają do góry nogami każdą dobrze znaną nam z czasów dzieciństwa opowieść. Trzeba przyznać, że autor zebrał tutaj naprawdę pokaźną kolekcję baśni, wystarczy wspomnieć o Śpiącej Królewnie, Kopciuszku czy też o Kocie w butach. Tych nawiązań jest tak wiele, że aż w pewnym momencie poczułam lekki przesyt. Magiczne lustra, pantofelki, dynie i zaczarowane myszy sprawiły, że w punkcie kulminacyjnym powieści poczułam się, jakbym faktycznie czytała baśń.  Ale poza tym drobnym szczegółem całość jak najbardziej zasługuje na polecenie. Może nie wszystkim przypadnie do gustu ale spróbować zdecydowanie warto.

I na końcu powtarzam mój apel – nie zamykajmy się w świecie rządzonym tylko przez lektury z górnej półki i dajmy też szansę tym, które stoją troszkę niżej. W ramach zadbania o nasze zdrowie psychiczne.

poniedziałek, 20 maja 2013

Widnokrąg


Widnokrąg - Myśliwski WiesławPo raz pierwszy z Myśliwskim zetknęłam się 5 lat temu w sytuacji niezwykle stresującej. Poniedziałek, godzina 9:00. Drżącymi rękami przewracam strony arkusza aż wreszcie docieram do tego, czego obawiałam się najbardziej: Analizując i interpretując fragment powieści Wiesława Myśliwskiego "Kamień na kamieniu" oraz wiersz Tadeusza Różewicza "Słowa", zwróć uwagę na przedstawione sytuacje i sposoby kreowania podmiotu mówiącego. No pięknie, nie znam. Z wierszem sobie poradzę, przynajmniej nazwisko autora brzmi znajomo. Ale kim jest Myśliwski?! Zaczynam czytać zamieszczony fragment i nagle czuję, jak duży głaz spada mi z serca i z łomotem uderza o podłogę. Ależ to się genialnie czyta! Nie ma żadnych niedopowiedzeń, wszystko praktycznie podane na talerzu. Po powrocie do domu obiecałam sobie, że kiedyś jeszcze po Myśliwskiego sięgnę. I sięgnęłam. Kamień na kamieniu przeczytałam już kilka lat temu i muszę przyznać, że podobało mi się niesłychanie. Teraz zdecydowałam się wrócić do twórczości pana Wiesława i zabrałam się za lekturę Widnokręgu.

Widnokrąg to historia Piotra, wspomnienie dzieciństwa oraz lat młodzieńczych, wydarzeń wkomponowanych w czas II Wojny Światowej i tego, co nastąpiło zaraz po niej.

‘Wspomnienie’ jest tutaj słowem-kluczem. Akcja powieści nie dzieje się bowiem w sposób linearny, nie jest to też typowy bildungsroman. Zamiast przechodzić od punktu A do punktu B, akcja płynie i zatacza koła. W jednej chwili Piotruś wypasa krowy a za chwilę pojawia się ze swoim własnym dzieckiem. Na pierwszy rzut oka nadążenie za akcją może wydawać się trudne ale Myśliwski czyni to w sposób dosłownie mistrzowski, tak więc nie odczujemy żadnych bolesnych przeskoków w czasie. Treść jest tylko pozornie chaotyczna, tak naprawdę całość skupia się wokół konkretnych motywów zawartych w poszczególnych rozdziałach. Warto jednak pamiętać, że wydarzenie wspominane w jednym rozdziale nie zostaje w nim zamknięte lecz często wraca w innym. Zupełnie tak, jakbyśmy słuchali czyjejś opowieści a nie czytali dzieło literackie.

Podobnie jak w Kamień na kamieniu i w tym dziele autor poświęca dużo miejsca opisowi wsi a raczej społeczności wiejskiej i małomiasteczkowej. To jej mentalność i zachowanie jest tak naprawdę głównym bohaterem tej powieści. Są to jedynie pozornie ludzie prości, tak naprawdę wiele możemy się od nich nauczyć. Autor nikogo tutaj nie krytykuje ani też nie gloryfikuje – prezentuje jedynie swoje subiektywne spojrzenie na tamten świat. I to w pełni subiektywne, ponieważ powieść zawiera dużo wątków pochodzących z biografii samego Myśliwskiego.

Po Widnokrąg trzeba koniecznie sięgnąć. I proszę nie zrażać się ani rozmiarem tej opowieści (maleńka cegiełka) ani brakiem porządku w narracji. Całość czyta się szybko i przyjemnie a przy tym ma się przyjemność obcowania z dziełem wybitnym.

Komu polecam?
Wszystkim, bez wyjątku.

Warto również wspomnieć, że książka Widnokrąg w 1997 została laureatką Nagrody Literackiej Nike.

niedziela, 19 maja 2013

Sanatorium pod Klepsydrą - film

Ostatnio podzieliłam się z wami wrażeniami z lektury Sanatorium pod Klepsydrą i jak już wspominałam, niestety nie do końca dotarło do mnie przesłanie tej książki. Dzisiaj zdecydowałam się obejrzeć film o takim samym tytule, który został oparty właśnie na prozie Schulza. 

Muszę przyznać, że były to dwie godziny prawdziwej uczty. Ktoś, kto liczy, że ta ekranizacja pomoże mu zrozumieć treść opowiadań (tak, mówię tutaj o sobie) niestety się myli. Obraz wyreżyserowany przez Wojciecha Hasa w 1973 roku jest również utrzymany  w onirycznym, wręcz surrealistycznym świecie. Pozornie nic się tutaj nie klei, ciężko znaleźć logikę w postępowaniu bohaterów. Jednym słowem to, co jest dla jednych utrapieniem a dla innych zaletą twórczości Schulza, zostało tutaj wiernie oddane. Jak już wcześniej wspominałam, zachwyciła mnie poetyckość języka pisarza. Ta cecha została przez Hasa oddana za pomocą pięknej i dopracowanej scenografii. Niektóre sceny są tak nasycone kolorem, że można pomyśleć, iż pochodzą z bajki (warto dodać, że jest to jednak dość mroczna opowieść). A ponieważ film został niedawno poddany rekonstrukcji, całość zachwyca jeszcze bardziej. Prawdziwa uczta dla oka!

Film należy obejrzeć ale mimo wszystko przez seansem warto sięgnąć po książkę. Zaznajomienie się z treścią utworu nie zaszkodzi, a nawet może pomóc w odbiorze ekranizacji.

Dobra wiadomość : film dostępny jest na platformie VOD




Kwestię interpretacji pozostawiam otwartą.

sobota, 18 maja 2013

Nominacje do NIKE pt.4

Ostatnia porcja nominowanych:

Fuga - Szostak Wit

16. Fuga - Szostak Wit  – beletrystyka - niestety, znowu muszę to napisać: nie znam. Z opisu wynika, że to ostatnia część trylogii, więc chyba na razie sobie tę pozycję odpuszczę.

„Wiadomości Literackie” prawie dla wszystkich - Szpakowska Małgorzata

17. „Wiadomości Literackie” prawie dla wszystkich - Szpakowska Małgorzata  – od dłuższego czasu owa książka rzucała mi się w oczy na stronie mojego ulubionego antykwariatu. Dopiero jednak teraz przeczytałam, o czym tak konkretnie ona opowiada… i oczywiście stwierdziłam, że muszę ją przeczytać. Międzywojnie to epoka, którą tak naprawdę trzeba zgłębić samemu, bo w szkole ‘przelatuje’ się po niej dość szybko (przynajmniej tak było w moim przypadku). A szkoda, bo był to naprawdę wspaniały okres dla polskiej literatury.

Morfina - Twardoch Szczepan

18.  Morfina - Twardoch Szczepan  – beletrystyka – laureat Paszportu Polityki, na mojej liście książek do przeczytania. Czy i tym razem uda się mu zgarnąć główną nagrodę? Zobaczymy.

Trociny - Varga Krzysztof

19. Trociny - Varga Krzysztof  – beletrystyka – kolejna pozycja z listy książek, które zamierzam przeczytać. W sumie to raczej chcę się z nią ‘zmierzyć’, bo chociaż słyszałam dużo dobrych słów na jej temat, to nie jestem pewna, czy będę potrafiła w jakikolwiek sposób ‘wczuć’ się w postać 50-letniego bohatera, który ma problem z prostatą. Ale spróbować można.

Nowy wspaniały Irak - Zawadzki Mariusz

20. Nowy wspaniały Irak - Zawadzki Mariusz  – reportaż – jak sam tytuł głosi, rzecz traktuje o Iraku. Tak, kolejna książka na temat wojny na Bliskim Wschodzie (chociaż i tak wydaje się ich u nas mniej, niż w USA). Co takiego jest w tym reportażu, że autor zasłużył sobie na nominację?

I to już wszystko. Tak, mam poważne zaległości w materii literatury polskiej ale na swoje usprawiedliwienie powiem tylko, że jak już wspominałam, ostatnie 5 lat spędziłam wśród klasyków literatury angielskiej i amerykańskiej, a każdą wolną od tych lektur chwilę wolałam w ramach 'odstresu' poświęcić na coś, co naprawdę mi się podoba.

Ale posypuję głowę popiołem i obiecuję poprawę. Oczywiście nie przeczytam tych wszystkich książek (przynajmniej nie uwinę się z tym do września) ale na pewno spróbuję. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Macie już swoich faworytów?

Nominacje do NIKE pt.3

Kolejne 5 nominacji.

Rekordy - Tomasz Pietrzak
11. Rekordy - Tomasz Pietrzak  – poezja – nie znam, do sprawdzenia.

Dziennik - Pilch Jerzy
12. Dziennik - Pilch Jerzy  – jestem niesłychanie ciekawa tego dziennika. Przyzwyczaiłam się, że stopniowo na światło dzienne z zakurzonych szuflad wychodzą prywatne zapiski znamienitych pisarzy, chociażby Gombrowicza, Mrożka czy też Iwaszkiewicza. Sięgamy po tamte dzienniki nie tylko dla tego, że chcemy lepiej poznać autora ale też po to, by chociaż na chwilę przenieść się do lat 50 czy też 60 minionego wieku, zasmakować tamtej atmosfery, której obecne młode pokolenie nigdy nie miało okazji poczuć. A tutaj dostajemy Dziennik od Pilcha obejmujący lata 2010-2011, czas który sama doskonale jeszcze pamiętam. O czym pisze autor? Warto się przekonać?


Przygody na bezludnej wyspie - Sieńczyk Maciej
13. Przygody na bezludnej wyspie - Sieńczyk Maciej o matko kochana, nominowali komiks! I co z tego? We wszystkich wiadomościach ze świata literatury mówi się tylko o tym. Aż do znudzenia. Nie przepadam za komiksami z jednego trywialnego powodu – zbyt szybko się je czyta. Dlatego też ich nie kupuję. Nie cierpię na manię zbieractwa, a zwyczajnie szkoda mi pieniędzy na coś, co po godzinie lektury odstawię na półkę. Co nie zmienia faktu, że formę komiksu doceniam. Miałam okazję przeczytać dwa flagowe produkty tego gatunku – Maus oraz Persepolis. Oba dzieła wybitne i warte polecenia. A jak prezentuje się komiks Sieńczyka? Przekonam się, jak tylko dorwę go w jakiejś bibliotece (co pewnie szybko nie nastąpi).

Człowiek Miron - Sobolewski Tadeusz
14. Człowiek Miron - Sobolewski Tadeusz  – koniecznie do przeczytania! Poezja Białoszewskiego przypadła mi do gustu, niestety ze względu na zgłębianie literatury angielskiej i amerykańskiej przez ostatnie pięć lat, nie miałam okazji dowiedzieć się czegoś więcej na temat tego pisarza. Na liście książek do przeczytania mam już jego dziennik, teraz dopisuję i tę pozycję.

Mokradełko - Surmia-Domańska Katarzyna

15. Mokradełko - Surmia-Domańska Katarzyna  – reportaż – i znowu mamy motyw ‘rodzinnego piekła’, tym razem prawdziwy. Bohaterka została w dzieciństwie zgwałcona przez ojca, co później opisała w książce. I mimo że pisała pod pseudonimem, została rozpoznana przez tzw. społeczność lokalną. Na pierwszy rzut oka temat nadający się na kliku stronnicowy reportaż w jakimś poczytnym magazynie ale jak widać autorce udało się na jego podstawie napisać całą książkę. I to chyba z nienajgorszym efektem, skoro znalazła się na tej liście. Można sprawdzić.

Ostatnia porcja już wkrótce. Jak zwykle zachęcam do podzielenia się swoimi opiniami.

piątek, 17 maja 2013

Nominacje do NIKE pt.2

Druga część nominacji i moich zdawkowych komentarzy:

Historia niebyła kina PRL - Lubelski Tadeusz
6. Historia niebyła kina PRL - Lubelski Tadeusz  – historie filmów, które nigdy nie powstały. Z racji moich silnych zainteresowań filmem, na pewno po tę książkę sięgnę. Zapowiada się całkiem smacznie, zobaczymy jak jej treść wygląda naprawdę. W końcu nie od dzisiaj wiadomo, że nawet najbardziej genialny pomysł może zostać popsuty przez kiepski warsztat autora.

Patrz na mnie, Klaro! - Malanowska Kaja
7. Patrz na mnie, Klaro! - Malanowska Kaja  – beletrystyka - nigdy ani o autorce ani tym bardziej o książce nie słyszałam. Warto ją poznać?

Ocalenie Atlantydy - Oryszyn Zyta
8. Ocalenie Atlantydy - Oryszyn Zyta  – beletrystyka – Powojenna Polska i wciąż budząca kontrowersje kwestia przesiedleń. Tematyka zbliżona moim zainteresowaniom. Na pewno po nią sięgnę.
Noc żywych Żydów - Ostachowicz Igor

9. Noc żywych Żydów - Ostachowicz Igor  – beletrystyka – jakiś czas temu ta książka atakowała mnie w każdej księgarni, w jakiej tylko miałam okazję się pojawić. Szczerze powiedziawszy po przeczytaniu opisu na okładce stwierdziłam, że to pewnie proza niskich lotów (żywe trupy?!) i dałam sobie z nią spokój. A tutaj proszę, nominacja do NIKE. Czyżby moja intulicja mnie zawiodła?

Szopka - Papużanka Zośka

10. Szopka - Papużanka Zośka  – beletrystyka – kolejny hit Empiku, nominowany do Paszportu Polityki. Tematyka tzw. ‘rodzinnego piekła’ chyba nie wyczerpie się nigdy. Czy faktycznie ta książka zasługuje na takie wyróżnienie? Wypada to sprawdzić.

Pozostała dziesiątka jutro.

Nominacje do NIKE pt.1

Z przykrością muszę stwierdzić, że żadnej pozycji z tej stawki nie przeczytałam, co nie zmienia jednak faktu, że nazwy niektórych tych książek obiły mi się o uszy. Pierwsza piątka:

Bach for my baby - Bargielska Justyna
1. Bach for my baby - Bargielska Justyna  – poezja – ostatnio pani aktywna w obszarze prozaiki, chociaż z tego co słyszałam, poezja wychodzi jej lepiej. Koniecznie muszę się o tym przekonać.

Ciemno, prawie noc - Bator Joanna
2. Ciemno, prawie noc - Bator Joanna – beletrystyka – oglądałam kiedyś wywiad z autorką i po kilku pierwszych słowach stwierdziłam, że się nie polubimy. Jest to (jak dla mnie) postać specyficzna, zwłaszcza ze względu na jej zainteresowanie ‘gender studies’ - nauki której nie darzę żadnym pozytywnym uczuciem. Miałam okazję przez rok uczestniczyć w zajęciach prowadzonych przez pewną panią doktor, która była zapaloną zwolenniczką teorii zawierających się w tym obszarze nauki. Dlatego też nie mam ochoty sięgnąć po prozę Bator, naiwnie boję się, że z kartek książki wyskoczą rozwrzeszczane feministki. Może jednak z racji tej nominacji uda mi się zmobilizować do lektury. Zobaczymy.
Cwaniary - Chutnik Sylwia

3. Cwaniary - Chutnik Sylwia  – beletrystyka – wydaje mi się, że to jedna z najpopularniejszych pozycji w tym zestawieniu. Dużo się o Cwaniarach mówi i pisze, Cwaniary są trendy. Autorka również ukończyła gender studies (swoją drogą warto  ustalić jakąś polską nazwę tego terminu), więc nie palę się do sięgnięcia po tę książkę z podanych wcześniej powodów.

Pasja według św. Hanki - Janko Anna
4.  Pasja według św. Hanki - Janko Anna – beletrystyka – nie znam. Powinnam?

5. Rdzenni mieszkańcy - Urszula Kulbacka - poezja – nowalijka.  Autorka musi po  siadać niezwykły talent, skoro w tak młodym wieku (rocznik 1992) zdołała się już znaleźć na tej liście pośród weteranów polskiej literatury. Jeżeli okładka tego tomiku koresponduje z treścią jej wierszy, to może być całkiem ciekawie. Do sprawdzenia.


Kolejna część w drodze. Byłabym wdzięczna gdyby ktoś podzielił się swoją opinią o tych książkach. Jeśli oczywiście ten ktoś ma taką ochotę.

czwartek, 16 maja 2013

Boris Akunin "Gambit turecki"


Gambit turecki - Akunin BorisDruga powieść oscylująca wokół postaci Erasta Fandorina. Trzecia, którą miałam okazję przeczytać. Tak się złożyło, że moja przygoda z Akuninem rozpoczęła się od książki Świat jest teatrem, która zdobyła moją sympatię i zachęciła do zapoznania się z resztą serii. Pierwsza część serii, Azazel, również przypadła mi do gustu.

A co z częścią numer 2? Troszkę się zawiodłam. Tak jak już wspomniałam, akcja jedynie ‘oscyluje’ wokół postaci Fandorina i niestety to nie on stanowi nasz punkt odniesienia. Śledzimy losy wyemancypowanej Warwary, która niestety nie wzbudziła we mnie takiej sympatii jak Erast. Poza tym akcja skoncentrowana jest głównie wokół pola bitwy, co dla mnie było nieco nużące.

Mam nadzieję, ze to tylko ‘syndrom drugiej książki’ i dalej będzie już tylko lepiej.

Komu polecam?
Myślę, że każdy może sięgnąć po tę pozycję. Nie jest ona skomplikowana, nie wymaga zbyt dużych nakładów energii. Brak znajomości pierwszego tomu również nie stanowi żadnej przeszkody w lekturze. Może wam się bardziej spodoba.

wtorek, 14 maja 2013

Bruno Schulz "Sanatorium pod klepsydrą"


To był błąd.

Sklepy cynamonowe. Sanatorium pod Klepsydrą - Bruno SchulzPonieważ dopiero skończyłam czytać jedną książkę o Rosji a właśnie czeka na mnie lektura Akunina, zdecydowałam się przedzielić obie pozycje jakąś inną książką. Mój wzrok padł na półkę, skąd smutnie spoglądał na mnie egzemplarz połączonych Sklepów cynamonowych i Sanatorium pod Klepsydrą. Pierwszą część przeczytałam w liceum (tak, lektura) ale po drugą nigdy nie sięgnęłam. Stwierdziłam, że nadszedł na to odpowiedni moment.

Myliłam się. Tej książki nie można traktować jako ‘przerywnik’. To nie jest miłe, łatwe i przyjemnie czytadło. Opowiadania Schulz są mocno zakorzenione w świecie płynnym, onirycznym. Czytelnik balansuje na granicy rzeczywistości i świata poetyckiego, zrodzonego z głowie autora. Nie mamy tutaj wyraźnie zarysowanej akcji ale zamiast otrzymujemy piękny fragment prozy, okraszony gęstym i kunsztownym językiem. Nie można czytać tego w zatłoczonym autobusie, bo żeby dobrze zrozumieć istotę tekstu, koniecznie trzeba się na nim skupić. Mi się to niestety nie udało.

Książkę przeczytałam od deski do deski ale co z tego, skoro nie wyciągnęłam z niej wszystkiego. Ten pojedynek przegrałam ale być może kiedyś podejdę do całości po raz kolejny.

Komu polecam?
Tym, którzy lubią czytać rzeczy ‘trudne’ i poetyckie. Reszta niech nawet po Sanatorium pod Klepsydrą nie sięga, uśnie po pierwszych 5 stronach.

niedziela, 12 maja 2013

J. M. Coetzee "Mistrz z Petersburga"


Kolejna pozycja z listy 1001 książek które musisz przeczytać przed śmiercią.

Przyznaję się, to moja pierwsza książka Coetzee. Sięgnęłam po nią, bo a) będąc rusofilką zostałam zwabiona przez tytuł, b) chciałam wreszcie skosztować czegoś autorstwa tego pana.

Rezultat? Jestem w kropce, nie wiem, co myśleć. Chociaż bardzo szybko uporałam się z tym okazem, nie mogę powiedzieć, że czyta się to lekko, łatwo i przyjemnie. Nie, ta powieść nie należy do grona miłych lektur czytanych dla zabicia czasu. Zdecydowanie nie.

Mistrz z Petersburga - Coetzee John MaxwellGłównym bohaterem powieści jest Dostojewski. Tak, ten Dostojewski. Przybywa on do Petersburga wyjaśnić zagadkę morderstwa swojego pasierba. Oczywiście Coetzee nie oparł treści książki na prawdziwych wydarzeniach z życia Dostojewskiego, raczej wymieszał je z własnymi doświadczeniami i dorzucił szczyptę inspiracji nieopublikowanym rozdziałem Biesów.  W rezultacie otrzymał ciężką, mroczną powieść psychologiczną (tych, którzy po przeczytaniu opisu na okładkę spodziewali kryminału muszę rozczarować – nic takiego tam nie znajdziecie).

Moje wątpliwości dotyczą stylu. Treść tej książki brzmi jakby napisał ją teleportowany do XX wieku Dostojewski. Jak już wspomniałam, to moje pierwsze zetknięcie z Coetzee, więc nie mam pojęcia, na ile to jest jego własny styl a na ile stylizacja (lub interwencja tłumacza). Będę musiała przeczytać inne dzieło tego pisarza, by się o tym przekonać.  Również nie do końca odpowiada mi wybór Dostojewskiego na głównego bohatera. Gdyby była to postać transparentna, nie miałabym nic przeciwko. Ale on tutaj wyjątkowo dużo myśli, czuje i działa. A co gorsze, żywi niebezpieczną sympatię do córki swojej kochanki. To już powoli zaczyna oddziaływać na obraz prawdziwego pisarza.

Komu polecam?
Fanom Dostojewskiego i Coetzee. Poza tym myślę, że fani prozy psychologicznej znajdą tutaj również coś dla siebie.

wtorek, 7 maja 2013

Antoni Słonimski, Julian Tuwim "W oparach absurdu"


Z okazji roku Tuwima.

W oparach absurdu kusiło mnie już od dawna, niestety jakoś zawsze odciągałam w czasie zakup tej pozycji. Aż tu pewnego dnia wchodzę na stronę mojego ulubionego antykwariatu i co widzę? Egzemplarz jednej z moich wymarzonych lektur! Uznałam to za znak od losu i kilka dni później trzymałam już ów tomik w ręce i jak tylko skończyłam wszystkie zaplanowane lektury, od razu zabrałam się za ten nowy nabytek.

W oparach absurdu - Słonimski Antoni, Tuwim JulianMyślę, że ten rok powinien się okazać idealną okazją na zerwanie raz na zawsze z wizytówką Tuwima jako autora Lokomotywy. Tuwim wielkim poetą był i przyklejanie mu metki poety piszącego wesołe wierszyki dla dzieci jest niezwykle krzywdzące. Tworzył on również dla dorosłych, aczkolwiek i w tym przypadku często spod jego pióra wychodziły teksy o charakterze żartobliwym, co jest zresztą doskonale widoczne w tym tomiku.

W oparach absurdu to zbiór tekstów satyrycznych, które Tuwim napisał razem z Antonim Słonimskim w latach 1920-1936. Rzecz zdecydowanie na poprawę nastroju, jednak jeśli ktoś spodziewa się komizmu sytuacyjnego, może się lekko rozczarować. Panowie preferują humor lingwistyczny (co chyba nie jest dla nikogo zaskoczeniem), więc w tym tomiku znajdziemy gro żartów bazujących na zabawie z językiem. W dodatku wszystkie, zgodnie z tytułem, ocierają się o absurd. I tak mamy tutaj zmyślone doniesienia z kraju, kroniki wypadków, recenzje czy też fikcyjne ogłoszenia.

Wady? Ciężko jakiekolwiek znaleźć. To, że nie przy wszystkich żarcikach wybuchamy śmiechem raczej ciężko jest uznać za wadę. Ot, normalna kolej rzeczy. Trzeba również wziąć poprawkę na czas, który upłynął od publikacji poszczególnych wydań primaaprilisowych (bo to z nich pochodzą zebrane w tym tomie teksty). Nie jesteśmy w stanie wyłowić (i zrozumieć) wszystkich aluzji, bez naprawdę dobrej znajomości tamtych realiów.

Komu polecam?

Wszystkim. Dosłownie. Myślę, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie.

piątek, 3 maja 2013

Henry James "Portret damy"

Pozycja z listy 1001 książek które musisz przeczytać przed śmiercią.

Z panem Jamesem miałam okazję spotkać się na 3 roku studiów podczas omawiania Daisy Miller. No cóż, nie ma sensu ukrywać, iż utwór ten zupełnie nie przypadł mi do gustu. Fabuła była dla mnie przewidywalna, bohaterowie nie wzbudzali mojej sympatii. Szybko przeczytałam, szybko zapomniałam.

Teraz, po prawie 3 latach przerwy, postanowiłam ponownie sięgnąć po prozę Jamesa. Z jakim skutkiem? Wydaje mi się, że nie takim znowu najgorszym.
 

Portret damy jest dość opasłym tomem ale całość czyta się w miarę szybko. Mamy tutaj tematykę typową dla Jamesa – rozdarcie pomiędzy kontynentem amerykańskim oraz Europą. I tak główni bohaterowie, to Amerykanie którzy albo zdecydowali się osiąść na starym kontynencie albo wpadli tutaj jedynie z wizytą. Nie muszę chyba dodawać, że wątek ten przewija się przez całą powieść i co jakiś czas bohaterowie snują rozważania o wyższości społeczeństwa amerykańskiego nad tym europejskim. Nie jest to jednak kwestia nużąca, za jej pomocą James kreśli ciekawą panoramę epoki wiktoriańskiej - niestety, ogranicza się jedynie do wyższych sfer.

To, co przeszkadzało mi w tej powieści, to główna bohaterka, a raczej to, co zrobił z nią autor w drugiej części tomu
. Isabel zapowiadała się niezwykle ciekawie, dziewczyna odrzucająca raz po raz kolejne oświadczyny, twierdząc, że najprawdopodobniej nigdy nie wyjdzie za mąż. Ceniła sobie mądrość, chciała podróżować i poznawać świat. A tu nagle nie wiadomo dlaczego zakochuje się w pewnym wdowcu, który bynajmniej nie odwzajemnia tej miłości, lecz darzy żarliwym uczuciem jej posag. Bohaterka nagle traci swój koloryt, staje się praktycznie transparentna. Nawet gdy ma szansę na odmianę swojego losu, nie wykorzystuje jej. Isabel ginie na tel pozostałych kobiet, którym James zdecydował się dać cechy dominujące, niemal przywódcze. Rozumiem, że jest co celowy zabieg autora i to stanowi rdzeń tej powieści ale jednak mimo wszystko poczułam się trochę zawiedziona czytając drugą część tekstu.
Część z was może widziała nakręcony na podstawie powieści film w reżyserii Jane Campion. Po przeczytaniu książki również skusiłam się na tę ekranizację i niestety, oprócz cudownej muzyki Wojciecha Kilara całość nie przypadła mi do gustu. Pani reżyser skupiła się na aspekcie ukrytych pragnień kompletnie ignorując pozostałe walory tekstu. Bardzo wyrazista, wyemancypowana Henrietta Stackpole została tutaj zupełnie zepchnięta na margines. Dlatego w tym wypadku warto jednak sięgnąć po książkę.

Komu polecam?


Wszystkim tym, którzy lubią klasykę.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...