sobota, 4 stycznia 2014

Morfina


Szczepan Twardoch
Wydawnictwo Literackie, 2012

Czas stawić czoła bodajże jednej z najbardziej rozchwytywanych polskich powieści ostatniego roku. Morfina, kolejna książka w dorobku młodego śląskiego pisarza, w iście ekspresowym tempie zyskała uznanie czytelników różnej maści, wpadła w oko również krytykom literackim. Podobnie jak po tytułową substancję, tak i po powieść sięgali praktycznie wszyscy, przyciągani jej popularnością oraz pewną dozą kontrowersji zawartą nie tylko w tytule, ale również w kuszącym napisie umieszczonym na okładce „Warszawa 1939: kobiety, narkotyki i zdrada”. To musi być coś mocnego.

Morfina - Twardoch SzczepanTrzeba przyznać, że jest to powieść dość nietypowa. Zdążyliśmy się już przyzwyczaić, że opowieści osadzone w czasie II Wojny Światowej utrzymane są w tonacji Kolumbów czy Kamieni na szaniec – dzielni bohaterowie walczą z niemieckim okupantem i gotowi są oddać swoje życie za ojczyznę. Jeżeli ktoś przejawia sympatie pronazistowskie, automatycznie jest likwidowany. Ku chwale ojczyzny. Bohaterowie kochają miłością prawdziwą, mają swoje żony, narzeczone, sympatie, za którymi tęsknią, o które się boją. Jednak życie prywatne jest niczym w obliczu obrony wolności i honoru ojczyzny, tak więc bez sentymentu z podniesioną głową ruszają na front, wprost pod kule karabinów. Są to prawdziwi bohaterowie, wzory do naśladowania. Tak idealni, że aż nierealni.

Tymczasem bohater Morfiny prezentuje zupełnie inną postawę. Zacznijmy od korzeni. Konstanty Willemann tak właściwie z prawdziwą polskością ma niewiele wspólnego. Ojciec to niemiecki arystokrata, matka to Ślązaczka, która zdecydowała się zostać Polką. To właśnie ona pragnie zaszczepić w swoim jedynym synu ‘polskość’, całkowicie zanurzając go w polskim środowisku. Jak można się domyślić efekty takiego zabiegu nie są w pełni zadowalające. Kostek jest idealnym przykładem płynnej tożsamości, jest niejako rozdarty pomiędzy swoimi prawdziwymi korzeniami a środowiskiem, w którym się wychował, jednak w żadnym z nich nie czuje się dobrze. Nasz bohater nie cierpi jednak z tego powodu zbyt wielkich rozterek, nie próbuje znaleźć wyjścia z tej niewygodnej sytuacji. On ma po prostu inne, znacznie przyjemniejsze zajęcia.

Konstanty to utracjusz i hedonista, któremu daleko do krystalicznego wzoru prawdziwego patrioty. Willemann nie przejmuje się zbytnio losami ojczyzny, jego głowę zaprząta raczej myśl, gdzie zdobyć kolejną buteleczkę ukochanej morfiny. Nie dba on też o wybrankę swojego serca. Chociaż ma żonę i syna, nie stroni on od szukania uciech w gronie panien lekkich obyczajów, ewentualnie w ramionach ukochanej swojego przyjaciela. Dzięki odziedziczonej fortunie może pozwolić sobie na wystawny tryb życia: rajdy samochodowe, bywanie w najlepszych warszawskich kawiarniach, prowadzenie pogawędek z samym Iwaszkiewiczem – oto jak wygląda codzienne życie Konstantego. Oczywiście nadejście wojny nieco komplikuje beztroski żywot poczciwego Kostka, po ulicach okupowanej stolicy snują się patrole wysłanników III Rzeszy, wśród Polaków kwitnie konspiracja, nikomu nie w głowie są już rozrywki. Za namową żony bierze udział w Kampanii Wrześniowej, chociaż tak naprawdę stara się podchodzić z dystansem do całego zamieszania. Można odnieść wrażenie, że pobyt na froncie traktuje jako zabawę, formę przygody, której przyjemność zakłócają jedynie trupy poległych towarzyszy. Ostatecznie po powrocie z przegranej walki zostaje wplątany w działanie konspiracji i, o ironio!, przywdziewając niemiecki mundur zaczyna bronić honoru Polski.

Książka z założenia miała zrywać z dotychczasowymi obrazami nieskazitelnych żołnierzy strzegących niepodległości ojczyzny. Pomysł nader odważny, jednak bez obaw – Konstanty nie jest stuprocentowym antybohaterem, to raczej odrobinę rozpieszczona, zagubiona figura z nieokreślonymi  poglądami. Zamiast swoimi czynami odpychać czytelnika, on wzbudza sympatię, zwłaszcza, że pod wpływem działalności konspiracyjnej w osobowości Willemanna ostatecznie zachodzą pewne zmiany. Może nie staje się on wzorem bohaterskiego żołnierza AK, jednak hedonistyczne przyzwyczajenia zaczynają powoli ustępować miejsca nieco szlachetniejszym odruchom. Wygląda na to, że zetknięcie z takim wydarzeniem jakim jest wojna, wywiera wpływ na każdego, bez wyjątku.

Powieść ta prezentuje się ciekawie również ze strony stylistycznej. Narracja prowadzona jest w wyjątkowo lekki, żywy sposób, co pewnie jest jednym z głównym powodów, dla którego aż tylu czytelników zdecydowało się sięgnąć po ową książkę. Jednocześnie autorowi udało się wpleść w tekst wiele smaczków stylistycznych, pobawić się warstwą językową. Warto odnotować, że w narracji często niespodziewanie pojawia się drugi, tajemniczy głos kobiecy, narrator wszystko wiedzący, znający przyszłość każdego bohatera. Do kogo należy? No cóż, w tekście nie znajdziemy jednoznacznej odpowiedzi, o to należy się zapytać samego autora.

Morfina to książka intrygująca, ciekawa i w pewien sposób zrywająca z dotychczasowymi wzorami. Można ją odebrać jako głos sprzeciwu i domaganie się nadania krystalicznym figurom bohaterów nieco bardziej ludzkiej postaci (bo chyba nikt nie wierzy, że wszyscy walczący byli święci).  Można ją również czytać jako studium osoby borykającej się z problemem tożsamości narodowej, lub jako zwykłą przygodę nieco nieszablonowego obywatela Warszawy – kwestia gustu i potrzeb. Tutaj każdy znajdzie coś dla siebie, co niewątpliwie jest kolejną cechą sprzyjającą jej popularności. Jest to książka dobra… ale mimo wszystko nie wybitna. Daleka jestem od nazwania jej arcydziełem (tak, takie głosy już słyszałam), bo jednak do osiągnięcia takiego pułapu Twardochowi wciąż jeszcze trochę brakuje. Ja określam ją raczej jako ‘ambitne czytadło’, które spodoba się również tym bardziej wymagającym czytelnikom. Kto wie, może ten drugi wariant jest lepszy i wróży lepiej na przyszłość?

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Ksiażki roku "Z najwyższej półki"



Wczoraj wieczorem w trójkowej audycji Z najwyższej półki redaktor Michał Nogaś dokonał podsumowania najważniejszych pozycji literackich roku 2013. W dokonaniu wyboru pomogła mu Justyna Sobolewska („Polityka”), Magda Mikołajczuk (Program 1 Polskiego Radia), Zofia Król (dwutygodnik.com), Piotr Bratkowski („Newsweek Polska”) jak również słuchacze audycji. Razem udało im się stworzyć listę 19 wyróżniających się książek, zarówno powieści jak i reportaży (pojawia się nawet jeden tomik poetycki) ze zdecydowaną przewagą dzieł naszych rodzimych pisarzy. Zaskoczeń brak i myślę, że dla każdego, kto śledził na bieżąco polski rynek wydawniczy, wybór ten jest oczywisty.

Wiesław Myśliwski Ostatnie rozdanie (Znak)
Jaume Cabre Wyznaję (Marginesy)
Ignacy Karpowicz Ości (Wydawnictwo Literackie)
Ziemowit Szczerek Przyjdzie Mordor i nas zje (Korporacja ha!art)
Angelika Kuźniak Papusza (Wydawnictwo Czarne)
Maciej Wasilewski Jutro przypłynie królowa (Wydawnictwo Czarne)
Filip Springer Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach (Karakter)
Filip Springer Wanna z kolumnadą (Wydawnictwo Czarne)
Piotr Paziński Ptasie ulice (Wydawnictwo Nisza)
Jerzy Pilch Wiele demonów (Wydawnictwo Wielka Litera)
Jerzy Pilch Drugi dziennik (Wydawnictwo Literackie)
Marcin Świetlicki Jeden (Wydawnictwo EMG)
Patrycja Pustkowiak Nocne zwierzęta (W.A.B.)
Paweł Potoroczyn Ludzka rzecz (W.A.B.)
Andrzej Muszyński Południe (Wydawnictwo Czarne)
Michael Crummey Dostatek (Wydawnictwo Wiatr Od Morza)
Beato Chomątowska Prawdziwych przyjaciół poznaje się w Bredzie (Wydawnictwo Czarne)
Łukasz Orbitowski Szczęśliwa ziemia (Wydawnictwo Sine Qua Non)
Eustachy Rylski Obok Julii (Wydawnictwo Wielka Litera)

Lista przewidywalna i myślę, że śmiało można traktować ją jako zapowiedź przyszłorocznych nominacji do wszelkich nagród literackich. Ba, już wśród powyższych pozycji można wyłowić dwa nazwiska nominowane do Paszportów Polityki. Trochę razi brak tego trzeciego, chyba najbardziej ostatnio rozdmuchanego i już nagrodzonego Nagrodą im. Teresy Torańskiej, jednak widocznie Bukaresztowi Małgorzaty Rejmer czegoś zabrakło, by pojawić się na powyższej liście. Brak również głośnego Eli, Eli Wojciecha Tochmana oraz popularnych biografii Brzechwa nie dla dzieci, czy Tuwim. Wylękniony bluźnierca Mariusza Urbanka.

Swoją drogą nikt nie zaproponował dopisania Kronosu Gombrowicza, dziennika, który miał przecież być najważniejszym wydarzeniem literackim XXI wieku. Chociaż akurat jego absencja jakoś wcale mnie nie dziwi.

A wy kogo dopisalibyście do powyższej listy? A może któryś z wymienionych tam autorów znalazł się na niej zupełnie bezpodstawnie?

Szlakiem literatury zagranicznej: przystanek #4 - Angola

Gościnny występ herbaty. W końcu nie samą kawą żyje człowiek.

Czas wybrać się w kolejną podróż ścieżkami literatury światowej.

Z Maroka, które miałam okazję odwiedzić poprzednim razem i do którego prawdopodobnie niedługo powrócę, wybieram się niedaleko, bo do Angoli. Ten sam kontynent, zupełnie inny kontekst kulturowy.



Często traktujemy cały kontynent afrykański nieco zbyt homogenicznie, kojarzymy go sobie z piramidami, ciemnoskórymi mieszkańcami i nieograniczonym obszarem pustyni. Tymczasem kontynent ów jest znacznie bardziej zróżnicowany, niż możemy sobie to wyobrazić. Nie chodzi tutaj wcale o okoliczności przyrody, bo to ciężko mi ocenić spoglądając na zdjęcia wyszukane przez wszystkowiedzące, ale niestety nie zawsze wiarygodne Google, ale przede wszystkim o kontekst kulturowy.

Weźmy na przykład Maroko i Angolę. Oba państwa znajdują się w zupełniej innej części kontynentu – pierwsze wykształciło się na północy, drugie nieco bardziej na południu. Zamieszkiwane są one przez przedstawicieli zupełnie różnych grup etnicznych, ludów władających różnymi językami, nieposiadających wspólnych korzeni. Znajdujące się w basenie Morza Śródziemnego Maroko znalazło się pod silnymi wpływami Islamu, które nie zdołały już dosięgnąć położonej w głębi kontynentu Angoli, gdzie za sprawą misjonarzy rozkwitło chrześcijaństwo. W erze podbojów kolonialnych, to pierwsze zostało zajęte przez Francję, natomiast ziemie drugiego przywłaszczyli sobie Portugalczycy (nieco później państwo to zaczęło również flirtować z ZSRR). Oba państwa jednak łączy jedna cecha – tradycja literacka żadnego z nich nie jest dobrze znana w Polsce.

W latach ’70 minionego wieku, na polskim rynku wydawniczym ukazał się tomik wierszy Palmy nadziei niejakiego Agostinho Neto, angolskiego poety i… pierwszego prezydenta niepodległej Angoli (ciekawe, czy gdyby nie piastowany przez niego urząd, jego wiersze pojawiłyby się w Polsce – szczerze w to wątpię). Nie jest to wyjątek, innymi politykami angolskimi lubującymi się w zamykaniu swoich myśli w formie poetyckiej byli Viriato da Cruz, António Jacinto (nic mi jednak nie wiadomo odnośnie publikacji ich utworów w Polsce) oraz preferujący formę powieści były minister edukacji Pepetela (właściwie Artus Carlos Maurício Pestana dos Santos), którego wydana w 2001 roku powieść Jaime Bunda, agente secreto, parodia słynnego agenta 007, ukazała się w Polsce 9 lat później nakładem wydawnictwa Claroscuro jako Tajny agent Jaime Bunda.

Ja jednak skupię się na wydanej przez wydawnictwo Karakter w mijającym już roku powieści o zagadkowym tytule Babcia 19 i sowiecki sekret. Jej autor, Ondjaki, jest, zdaniem wydawnictwa, „jednym z najbardziej cenionych twórców współczesnej Afryki”, co potwierdza lista zdobytych nagród (Prémio  Sagrada Esperança i Prémio  António Paulouro, Grande Prémio de Conto Camilo Castelo Branco). Mam nadzieję, że jego twórczość jest faktycznie tak dobra i nie ma w tych pochwałach ani krzty przesady.

sobota, 28 grudnia 2013

Nagroda Literacka Dynia 2013



W Wigilię poznaliśmy laureatów pierwszej edycji nowej, wrocławskiej nagrody o jakże intrygującej nazwie Nagroda Literacka Dynia. W opisie nagrody możemy przeczytać, że:

"Wrocławska Nagroda Literacka Dynia to crème de la crème wśród polskich wyróżnień przyznawanych w dziedzinie literatury. To drugi - po Nagrodzie Nike - najbardziej opiniotwórczy laur literacki w Polsce, a nagradzane są najgorsze książki i cytaty roku. Żarty się nas trzymają?
Niekoniecznie, bo Dynia to protest przeciwko nagradzaniu tytułów literacko wątpliwych. Wśród nominowanych książek rekrutują się najsłabsze tytuły wyróżniane i nagradzane w ogólnopolskich konkursach literackich. Nagroda Literacka Dynia będzie wyróżniać najbardziej spektakularne kiksy kapituł, m.in. Nagrody Nike, Kościelskich, Silesiusa czy... Gdyni. W ten sposób wybierane będą najgorsze z najlepszych książek w Polsce."

Jednym słowem jest to nagroda przyznawana najgorszym z najlepszych. No cóż, nie od dzisiaj wiadomo, że decyzje jury są wielokrotnie dyskusyjne, nierzadko zagadkowe lub kontrowersyjne. Nie raz sami łapiemy się za głowę słysząc werdykt i mamy ochotę otwarcie zaprotestować. O krok dalej poszli krytyk literacki Grzegorz Czekański oraz poeta Konrad Góra, którzy postanowili wytknąć pomyłki kapituł konkursów i przyznać swoje antynagrody, póki co ograniczając się jedynie do formy poetyckiej.

Zwycięzcą pierwszej edycji został Marcin Baran i jego nagrodzony Silesiusem tomik Niemal całkowita utrata płynności. Wyróżniony za „Najbardziej Nadęty Cytat Roku” został natomiast Jan Polkowski, który w nagrodzonych Orfeuszem Głosach zawarł następujący tekst:
"(...)
Cóż innego mam widzieć, jeśli nie kołyszącą światem
połyskującą falę, rybią łuskę śmierci
krę krwawiącego brzegu. Teraz moim morzem
jest kuchenny stół a z pokładu zmywa mnie jak śmieci
bezbrzeżna noc. Żona śpi, ciebie je ma
nawet w tętnie śniegu. Więc płynę samotnie
ku rozbitym światłom dzieciństwa".
Na tym jednak nie koniec! Do 31 grudnia można głosować na Nagrodę Publiczności (wiadomo, kapitule nie można nigdy ufać). Nominacje prezentują się następująco:

1. Marcin Baran, „Niemal całkowita utrata płynności” (EMG);
2. Justyna Bargielska, „Bach for my baby” (Biuro Literackie);
3. Darek Foks, „Liceum” (Raymond Q);
4. Jerzy Jarniewicz, „Na dzień dzisiejszy i chwilę obecną” (Biuro Literackie);
5. Barbara Klicka, „Same same” (Instytut Mikołowski);
6. Andrzej Niewiadomski, „Dzikie lilie” (Wydawnictwo WBPiCAK);
7. Dariusz Suska, „Duchy dni” (Biuro Literackie);
8. Jerzy Kronhold, „Epitafium dla Lucy” (Zeszyty Literackie);
9. Kacper Płusa, „Ze skraju i ze światła” (Wydawnictwo Kwadratura, Łódzki Dom Kultury);
10. Andrzej Sosnowski, „Sylwetki i cienie” (Biuro Literackie);
11.Urszula Kulbacka, „Rdzenni mieszkańcy” (Stowarzyszenie Pisarzy Polskich / „Arterie”);
12. Tomasz Pietrzak, „Rekordy” (Mamiko);
13. Łukasz Jarosz, „Pełna krew" (Znak);
14. Jerzy Górzański "Festyn" (Nowy świat);
15. Teresa Ferenc, „Widok na życie” (Biblioteka „Toposu”);
16. Kazimierz Brakoniecki, „Chiazma" (Biblioteka „Toposu”);
17. Krystyna Dąbrowska, „Białe krzesła" (WBPiCAK);
18. Krzysztof Karasek, „Dziennik rozbitka” (Instytut Mikołowski);
19. Jan Polkowski,Głosy” (Biblioteka „Toposu”).
20. Bartosz Sadulski, "Post" (WBPiCAK)
21. Ilona Witkowska, "Splendida realta" (WBPiCAK)
22. Tomasz Ososiński, "Pięć bajek" (Zeszyty Poetyckie).

"Dynia" to ciekawy pomysł, który w nieco ironiczny sposób próbuje zwrócić uwagę na enigmatyczne decyzje kapituł, jednak mimo wszystko ja spoglądam na nią nieco z przymrużeniem oka. Chociaż pomysłodawcy zarzekają się, że całość należy traktować jak najbardziej serio, to jednak cała inicjatywa została utrzymana w zdecydowanie żartobliwym tonie. Poza tym, chcąc nie chcąc, panowie sami wcielili się w rolę jury i tym razem to z ich decyzjami mogą nie zgadzać się czytelnicy. Ci mają co prawda możliwość przyznania własnej nagrody, ale znowu – każdy kieruje się nieco innymi pobudkami i czy ich decyzja będzie szczera, czy kierowana jedynie chęcią ‘dokopania’ komuś, kto w minionym roku zyskał uznanie autorytetów i powiększył swój stan konta, pozostanie tajemnicą.

Tak poza tym, to ciekawa jestem co stanie się, gdy Konrad Góra zostanie nominowany do którejś z prestiżowych nagród. Czy wpisze się na listę nominowanych?

Po więcej informacji odsyłam na profil Nagrody na Facebooku.

piątek, 27 grudnia 2013

Miedza


Andrzej Muszyński
Wydawnictwo Czarne, 2013

Miedza – wąski pas niezaoranej ziemi przebiegający pomiędzy* dwoma polami uprawnymi. Raj dla zwierzyny, która uwielbia wić sobie gniazdka na tym dzikim obszarze ‘ziemi niczyjej’, przekleństwo dla rolników, dla których stanowi ona odwieczny przedmiot sporów. Słowo jednoznacznie kojarzące się z czymś swojskim, wiejskim, ale też i nieco przestarzałym. W życiu codziennym stara ‘miedza’ została już dawno wyparta przez bardziej ogólną i mniej jednoznacznie brzmiącą ‘granicę’ i powoli zaczęła dołączać do grona wyrazów, które pewnego dnia ktoś wrzuci do worka archaizmów.

Miedza - Muszyński AndrzejNic dziwnego, że Andrzej Muszyński zdecydował się właśnie tak zatytułować swój najnowszy zbiór opowiadań. Razem ze swojską miedzą w zapomnienie odchodzi swojski charakter wsi. Zaledwie w ciągu ostatnich dziesięciu lat krajobraz polskiej prowincji uległ poważnym zmianom, co oczywiście doskonale zauważył autor, który sam pochodzi ze wsi. Nie mógł umknąć jego uwadze fakt, że zmienił się nie tylko wygląd jego rodzinnej wsi, ale głębokie zmiany dotknęły również i całą społeczność wiejską.

Jaka jest wieś opisana przez Muszyńskiego? Jest to obszar cichy, wymarły, niemal jak ten uchwycony na zdjęciach dzisiejszego Czarnobyla. Najlepiej ten niebyt odzwierciedla opowiadanie „Kundel. Dziennik czwartoligowca”. Ludzie pozamykani w domach, zajęci swoimi sprawami. Boisko puste, bramki przeżarte rdzą, podobnie jak od dawna nie używana ‘scena dla kapel’. Dzieci nadal grają w piłkę, ale od tej kopanej własną nogą wolą tą wirtualną.  Zamiast bawić się pod chmurką czy w sali OSP, młodzi wolą pojechać na duże i głośne ‘protektory’. Coś, co niegdyś tętniło życiem, zaczyna przypominać osiedle podmiejskie – wysokie płoty, pozamykane na cztery spusty bramy, sąsiad nie zna sąsiada. Coś w tym jest, ponieważ część z obecnych mieszkańców wsi ma niewiele wspólnego z autochtonami. To przybysze z miasta, którzy, jak zauważa autor w drugiej części opowiadania „Gemeinschaft”, wolą robić zakupy w Almie, niż zaopatrywać się u mieszkającego nieopodal gospodarza. Małe gospodarstwa upadają, miejscowi wyruszają na zarobek do Anglii zostawiając po sobie opustoszałe domostwa. Niewiele brakuje, a zaczną się na naszej polskiej ziemi pojawiać porzucone przez mieszkańców ‘wioski widma’.  

A jacy są mieszkańcy wsi, ci, którzy zdecydowali się zostać, ponieważ ich wieś zamiast upadać zaczęła się rozwijać? Ciekawy i niemalże modelowy egzemplarz stanowi narrator opowieści o Biołym. Choć wydaje się, że to właśnie historia tytułowego Biołego, legendarnego pustelnika, jest tematem tej opowieści (nawiązując do wymierającej już tradycji opowiadania legend i podań), to jednak szybko okazuje się, że zaprezentowanie legendy jest tylko pretekstem do obserwacji opowiadającego ją mieszkańca, idealnego połączenia tradycji i nowoczesności. Narrator posługuje się gwarą. Przynajmniej od czasu do czasu. Wywołuje zdjęcia i je skanuje. Korzysta z GPS-a, ale w pogotowiu ma również i mapę. Ot takie pomieszanie z poplątaniem mieszkańca pewnej miastowsi – jedną nogą jeszcze w gumiaku, drugą już w eleganckim lakierku.



Oczywiście są też osoby broniące tradycyjnej wsi. Ot chociażby bohater „Ławki” zawzięcie broni tytułowego przedmiotu, który ma lada moment zostać usunięty sprzed jego domu, ponieważ stoi na drodze zalewowi kostki brukowej. Wbrew pozorom ławka nie pojawia się tutaj zupełnie przypadkowo. Jeszcze 15 lat temu jadąc przez wieś, można było natknąć się na stojące przed niemal każdym domem ławeczki a na nich siedzących domowników obserwujących okolicę i czekających na sąsiada, z którym będzie można pogadać (a przy okazji i coś wypić). Czasy się jednak zmieniły i ludzie z ławek przenieśli się na miękkie kanapy i zamiast podglądać mieszkających naprzeciwko sąsiadów, zaczęli śledzić losy fikcyjnych bohaterów kolejnej telenoweli. Ławki znikły, na poboczach pojawił się chodnik, drogę pokrył asfalt po którym suną ogromne tiry. I o ile brak komunikacji przywodzi nam na myśl wielkie miasta, to wbrew powszechnym przekonaniom wieś również zaczyna powoli cierpieć na tego typu przypadłość.

Miedza to fikcja oparta na faktach. Chociaż w pierwotnym zamierzeniu miała być reportażem, to autor zdecydował  się jednak ostatecznie wybrać formę opowiadania. Dzięki temu mógł pokazać swoje możliwości warsztatowe, pobawić się językiem próbując oddać brzmienie miejscowej gwary. W niektórych momentach jego styl wzbija się naprawdę wysoko, pozostawiając za sobą suchość przekazu reportażu. Niech za przykład posłuży tutaj opowiadanie Trawy, trawy, zimne gruszki które zostało docenione na Międzynarodowym Festiwalu Opowiadań we Wrocławiu w 2012 roku.

Zbiór opowiadań Muszyńskiego to pewnego rodzaju ewenement, po który należy koniecznie sięgnąć. Jako jeden z nielicznych podjął on próbę opisania wsi XXI wieku, coś, czego żaden inny pisarz nie chciał robić. Bo jak opisać tą współczesną prowincję, która jest w fazie przepoczwarzania? Lepiej poczekać, aż rozwinie on skrzydła i zaskoczy swoją nową formą, lub powspominać czasy, kiedy pełzała wśród pięknych okoliczności przyrody. Tymczasem autor próbuje zbadać miastowieś, ten stan ‘pomiędzy’. I całkiem dobrze mu to wyszło.

*ciekawostka etymologiczna - słowo pomiędzy wywodzi się właśnie od słowa miedza
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...